środa, 31 grudnia 2008

Ze starego w nowe (nigdy na odwrót)

Tylko spokojnie, bez zbędnych wrażeń i emocji. Wszakże to tylko 31 grudnia roku bieżącego, którego końcem jest najzwyklejszy początek z zachowaniem różnicy jednej cyfry. W tym przypadku z ósemki na dziewiątkę. Jakieś większe zmiany... wątpię. Doskonałości nam nie przybędzie a od postanowień głowa boli. Kogo kryzys nie dotknie zachowa życie i majętności (życia sobie nie wydłuży, najwyżej skróci). Ale nie myślmy teraz o takich drobnostkach. Bądźmy pozytywni. Jak tylko to możliwe, trzymajmy rękę jak najdalej od nocnika. Jeżeli się budzimy to tylko przy konkretach i sprawdzonych założeniach. He, he... . Ogólnie powodzenia i wytrwałości po wyżynach i nizinach naszej czasowo nieokreślonej wędrówki. Dla wszystkich...

sobota, 27 grudnia 2008

Potok Cedron

mentalność
jak zdrada
żądna zapłaty
pieniądze
jak słodycz
ludzkiej zawiści
nagroda
jak śmierć
pokutnej ucieczki

potem już tylko
gorycz i płacz
zmieszane razem
niczym eliksir diabelski
wstrzyknięty w cierniowe kolce
by ranić napuchnięte skronie

wtorek, 16 grudnia 2008

Nocne powidoki, złowieszcze wrażenia ...

I znowu po tylu dniach wzniosłego wyludnienia, strzępy wspomnień, zamyśleń, przemyśleń, rozmyślań, planów, planowań mkną przed siebie niczym północny wiatr, bez możliwości jakiejkolwiek realizacji ze względu na niepohamowaną szybkość z jaką transferują przez moją głowę. Światła ulicy we władaniu nieruchomej nocy oślepiają moje na wpół przymknięte oczy. Jak truchło sflaczałe niosę swoje ciało do przybytku odpocznienia, zdając sobie sprawę z tego, iż do zrealizowania celu dzieli mnie brutalny dystans nocy do dnia oraz miejsca w którym aktualnie się znajduję razy może trzydzieści sześć przystanków w przód. Na nic się zdadzą majaczenia płyt chodnikowych. W obliczu luster kałuż również pozostaję nieugięty. Cel został obrany, nakreślony, starannie naszkicowany i wypielęgnowany. Teraz pozostaje tylko oparte na wyznaczonych założeniach, ślepe realizowanie ślepo wyznaczonych założeń. Potrząsaniem głowy we wszystkie możliwe kierunki, odrzucam zbliżający się sen. Myśl o kubku gorącej herbaty rozgrzewa trzewia wyobraźni. Ta walka nie potrwa zbyt długo. Opadam pogrążony w pustce, w maniakalnej otchłani możliwości doświadczania i opisu doznań. Resztką sił staram się wydostać na zewnątrz jak najdalej od zmagań z jutrzejszym dniem. Na próżno. Kolejna przegrana pod przykryciem nocy. Teraz w nicości myśli, w próżni rozłączonych synaps, pochylam swą głowę bezwiednie zgodnie z ciężarem ciała lekko do przodu. W oddali daje się jeszcze słyszeć szept echa zjednoczonych odgłosów, zbitych w jeden monotonny dźwięk: Czy można iść do przodu, klucząc przez większość życia niczym pies na łańcuchu w miejscu?

sobota, 13 grudnia 2008

Pomanipulować Historią ...

CO BY BYŁO ...












... GDYBY NIC NIE BYŁO ?

piątek, 12 grudnia 2008

Tułaczka między wierszami

Czasami "Być" znaczy trwać jak łza rozpaczy co płynie pomiędzy wierszami ludzkiej tragikomedii. Zagubiona, próbuje odszukać właściwą drogę, bezskutecznie odbijając się między wersetami niewypowiedzianych słów.
W tym morzu dialektycznych poematów, każda próba wydostania się na zewnątrz wiąże się z nieskończoną ilością przeciwstawnych sobie sytuacji, których dopasowania lub pogodzenia ze sobą w żaden sposób osiągnąć nie można. To z nich zazwyczaj dokonują się narodziny "wyboru", którego nigdy zresztą nie jesteśmy pewni. Metodą prób i błędów wydeptujemy własny grunt prowadzący ku wiecznej niewiadomej.
Założenie "wiary" koi nasz niepokój i nie sposób (na nasze szczęście) ją odrzucić, gdyż nawet niewiara jest wyznaniem wiary w nią.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Źródło (wszechrzeczy)

Za późno (już)
szukać
Za wcześnie (jest)
wątpić
Na próżno (już)
pytać
Nadaremnie (jest)
sądzić

Z dala od zgiełku świata w myśli wyciszeniu
nadzieję na nowo przypisać do istoty "życia"
W obliczu potęgi ludzkiego rozumu uniżeniu
nadać pierwotny sens znaczeniu pojęcia "bycia"

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Moja Pieśń o Irlandii

No chodź tu już moja mała Misty
Usiądź wygodnie na
tym rozklekotanym fotelu
wysłanym wyświechtanym kocem
Przed starym kominkiem
rozłóż swe obolałe nogi
na startym ręczniku
z twarzą Olivera Cromwella
Udając, że zbijasz bąka w
brytyjską flagę
zacznij swą opowieść
przy szklaneczce whisky
O tym zielonym kraju co przed
laty cięgi i baty zbierał
O dumie i porażce minionych pokoleń
I o tych co teraz własnymi rękami
łożą by wyjść na swoje
Zabierz mnie w te pola koniczyn,
celtyckim podmuchem ponieś przez
przestrzenie niegdyś będące
we władaniu druidów
Między głazami co starych
legend moc w sobie wciąż mają,
ku wzgórzom pomiędzy murowanymi zagrodami
i grubą strzechą pokrywającą chaty gospodarstw
Gdzieś gdzie wolności chwilowej
w płuca móc nabrać bez obaw o jutro
Kroczyć z przymkniętymi oczami
twoimi drogami tak długo jak tchu
i sił ciału starcza
Wtopić się całym sobą w tą woń pejzaży
i zostać już w nich na zawsze obracanym
wiecznie przez cztery pory roku

środa, 19 listopada 2008

Lapida 18

Chciałbym by mój mózg został pozbawiony funkcji polegającej na umiejętności postrzegania w przód. O jakże byłbym wtedy spokojny. Ciągłe umiłowanie teraźniejszości poprzez stałe zmaganie się z nią. Co za ulga dla umysłu, jakaż oszczędność myśli i nerwów.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Mrok

Kiedy zamykam oczy
gasną lamp poświaty
Przy opuszczaniu rąk zaś
nogi pokrywają się rosą
Czas zaczyna wyznaczać dekady
przez które milkną odgłosy
ludzkich westchnień i pragnień
Zapada cisza
Czy słyszysz jej echo?
Świat zatrzymuje się w miejscu
Teraz gdy nie ma już ruchu
gdy wszystko ustało
mrok dochodzi do władzy
Czy znajdzie się godny przeciwnik
by odeprzeć atak nocy?

piątek, 14 listopada 2008

Zagubiona myśl w (o)błędnym kole

Głos rozpaczy rozpoczyna się w miejscu,
gdzie umierają marzenia.
Tam bezpowrotnie tracą kolor
wszelkie odcienie nadziei dając początek
złudzeniom i sennym powidokom.
I tylko łzy, tylko łzy, łzy
są w stanie przywrócić pierwotny porządek
niewinności, umiejscowiony na skraju dwóch
wiecznie przeciwległych do siebie biegunów,
gdzie horyzonty południa i północy
przyciągają wiatry ciągłych zmian.
A śmierć i życie jak dwoje
niespełnionych kochanków próbuje
nadać sens egzystencji tak długo
jak długi jest czas istnienia znaczenia "istnieć"
w bycie niemocy od czynników wyższych.
Każdy może czerpać z tej studni
rozmaitych możliwości tylko raz.

czwartek, 6 listopada 2008

Poza światem empirii

Między różnorodnymi dźwiękami wypluwanymi codziennie przez naszą cywilizację tworzącymi mimo chaosu jednolitą całość utworu, strzępy wspomnień oraz zarysy planów na przyszłość przybierają formę szkicu daleko odbiegającego od podstawowych standardów życia doczesnego. To podróż między abstrakcjami widzianymi z lotu ptaka, gdzie gwiazdy będące w fazie niezmiennego niemal spoczynku w swojej martwocie, mienią się teraz niczym innym, jak tylko małymi kolorowymi piłeczkami cyrkowymi służącymi do żonglowania. Przestrzenie pomiędzy tymi piłeczkami to obszary potencjalnych zasobów twórczych, niewyczerpanych obrazów i wizji, gdzie pojęcie "ratio" zostaje w swoim oszronionym znaczeniu przykryte delikatnie płatkami śniegu, których strukturę spadania postrzegamy bezbłędnie od tej wewnętrznej wiecznie nieznanej strony. Mimo, iż istnieje tyle wzorów.

czwartek, 23 października 2008

Lapida 17

Z przesiąkniętych wspomnieniami myśli, próbuję wydobyć strzępy teraźniejszości. Tylko po to, by móc złożyć w jednolitą całość i sumiennie nadać kształt przejrzysty dalszej drodze, która to pod dyktando mijających godzin, dni, miesięcy, lat staje się coraz krótsza w przeciwieństwie do czasu. Ten wydaje się trwać wiecznie w swojej nieustępliwości i w braku pragnienia odpoczynku.

wtorek, 14 października 2008

***

zaprzepaściłem w życiu tyle chwil
zatarłem ścieżki do mnóstwa dróg
miażdżony niczym rozmokła glina
przez walec zwany tańcem śmierci
uginam swe kolana
wśród rozmazanych mgłą pejzaży

sobota, 11 października 2008

Banał października - roku 2008

Największy i najważniejszy pomnik JPII

Centrum Jana Pawła II "Nie lękajcie się!" ma być miejscem przyjaznym, bliskim każdemu, niezależnie od przekonań religijnych i polityczych - zapowiedział kardynał Stanisław Dziwisz. W sobotę ruszyła budowa "papieskiego miasteczka" - największego i najważniejszego "pomnika" Jana Pawła II w Polsce.


Szczegółowy opis bałwochwalczego absurdu przeczytasz TU.

(Proszę zwrócić uwagę na koszt całego tego przedsięwzięcia)

GW.2008.10.11

wtorek, 30 września 2008

Mój własny Ambient

zachmurzone niebo
a pod nim gołe konary drzew
falujące pod dyktando wiatru
na próżno wołające o powrót do życia
pożółkły blask rozkładających się liści
między przemokłymi od deszczu alejami

kolor nadziei nie nadejdzie w najbliższym czasie
a porozrzucane oczy brązowych kasztanów
zostaną wkrótce przykryte białą warstwą snu


środa, 24 września 2008

Banał września - roku 2008

- Uznaliśmy, że WRON to wojskowe ciało antyniepodległościowe. Uważamy, że nie może być, że osoby o znanych nazwiskach, jak Kiszczak, Jaruzelski, dzisiaj nie ponoszą żadnych odpowiedzialności, żyją godnie, a osoby, które były przez nich represjonowane, mają dzisiaj poczucie krzywdy - powiedział na konferencji prasowej szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Przedstawił na niej projekt ustawy, która obcina emerytury wszystkim byłym esbekom, a także członkom Wojskowej Rany Ocalenia Narodowego. - Ten projekt to dopełnienie sprawiedliwości dziejowej. Myślę, że na to czekali Polacy - powiedział Chlebowski.

GW 24.09.2008

Po pierwsze czuję się trochę zbulwersowany tą wypowiedzią, gdyż ile można ciągnąć ten wątek Jaruzelskiego ( nawet JP II wybaczył Ali Agcy). Tych panów choćby na ich wiek rozliczyła już historia. Po drugie ten pan chyba mówił ( jak większość tych politycznych szuj) w swoim imieniu, bo na pewno nie w moim. Jako polak (swoją polskość traktuję tylko jako feralny przypadek narodzin właśnie w tym a nie innym kraju) z pewnością na to nie czekałem. Czekałem natomiast na zbawienny moment opuszczenia tego kraju, by choć przez kilka lat jako emigrant żyć jak człowiek, nie martwiąc się o pracę i cały ten biurokratyczny trypel. Pracowałem sumiennie, płacąc podatki i sprawy z tym związane, gromadząc wszelką dokumentację. No i się doczekałem osobistej lustracji przez moją przeklętą przynależność obywatelską do polaczkolandii, jaką jest absurdalna ustawa "abolicyjna" mająca na celu umorzenie zaległego podatku w ramach również mądrej, choć już nieaktualnej od stycznia 2007 roku ustawy o podwójnym opodatkowaniu. Cel jest ten sam. I tak musisz złożyć wniosek (i sam opłacić księgowego ze swoich pieniędzy) jakim jest rozliczenie się z państwem, odnośnie pieniędzy które zarobiłeś za granicą, nawet jeśli z owym państwem przez ten cały czas nie miałeś choć odrobiny do czynienia ( może z wyjątkiem odwiedzin rodziców w czasie urlopu). Jeśli zdecydujesz się na powrót do polski za kilka lat, a nie rozliczysz się z totalitarnym oprawcą do dnia któregoś tam lutego 2009 roku, automatycznie ze sprawiedliwego obywatela, którego celem było przeżyć i coś zaoszczędzić, staniesz się przestępcą gospodarczym muszącym ponieść ogromna karę finansową albo zostaniesz pozbawiony wolności. Zostanie ci automatycznie zabrane to co do ciebie należy ( z historii wiemy, że zwłaszcza Stalin był w tym dobry) przez państwo, z którym tak naprawdę się nawet nie utożsamiasz bo i po co. I co lepsze nie jesteś im winień nawet grosza, bo wszystko co zarobiłeś za granicą zostało rozliczone i opodatkowane w państwie w którym legalnie pracowałeś. Ale złodziejstwo i żądza posiadania cię na własność (na podstawie obywatelstwa) nie zna granic.


poniedziałek, 22 września 2008

Syty głodu nie poczuje

Według obliczeń rozmaitych "organizacji charytatywnych" w ciągu najbliższych dwóch lat liczba skrajnie głodujących na naszej wspaniałej planecie wyniesie 220 milionów istnień ludzkich. Taką informację wyczytałem kilka dni temu w jednej z brytyjskich gazet.
Będąc uczestnikiem niejednego serwisu podczas dziesiątek konferencji (wiele z nich poświęcone było również tematyce głodu na świecie), bankietów i innych imprez w miejscu w którym aktualnie pracuję, cała ta problematyka wydaje mi się wielce paradoksalna. Dlaczego? Bowiem każdego dnia z porannego oraz wieczornego serwisu na restauracji w koszu ląduje 30/40 sztuk świeżego pieczywa. Każdego dnia z całego obiektu wyrzucanych jest kilkanaście kilogramów świeżego pożywienia jakim jest: mięso, nabiał, warzywa, owoce i ryby. Do zlewów i w kosze na butelki wędrują hektolitry wody pitnej.
Dominują w tym dwa przeświadczenia:
- za pożywienie i płyny opłacone a nie skonsumowane przez klienta personel nie odpowiada.
- w przypadku choroby spowodowanej przez pokarm, który został wyniesiony na zewnątrz całą winę i konsekwencje z tego powstałe ponosi restauracja ( w praktyce oznacza to, że lepiej umrzeć z głodu niż się rozchorować).
Wychodząc z takiego założenia, pomnóżmy więc ilość restauracji, hoteli i najróżniejszych obiektów gastronomicznych w samym tylko Londynie przez ilość wyrzucanego każdego dnia pożywienia nadającego się wciąż do spożycia w ciągu kilku następnych dni oraz wylewanej wody. Wyniki zapewne będą zaskakująco wysokie, przekładając je na tony i litry sześcienne. A teraz zsumujmy owe wyniki z resztą wielkich kapitalistycznie rozwiniętych miast, miasteczek i tym podobnych miejsc w samej tylko europie.
Gdzie tu jest logika i zdrowy rozsądek, który powinien wypełnić "pustkę" charytatywnych przedsięwzięć z zakresu problematyki głodu na świecie?

czwartek, 18 września 2008

Spacer niczym cztery pory roku

To co kiedyś było -
przeminęło.
To co miało trwać -
jak deszcz ustało.
Teraz tylko liście pożółkłe
od nadchodzącej jesieni,
a siłą słońca letniego zmęczone,
przetaczają się mimowolnie
między moimi zdrętwiałymi nogami.
Myślami w puszysty mech je obracam
otulając się aż po samą głowę,
próbuję usnąć sam
wśród tłumu w którym żyję.

środa, 3 września 2008

Każdy ma swój Szklany Klosz

Miałem wizję, która jak przerwany sen została zerwana z umęczonych mimo młodego wieku powiek:
Oto z nieudanej kąpieli, której celem było zabarwienie puszystej śnieżnobiałej piany na czerwono, udałem się na szczyt nieznanego mi drapacza chmur. Tam na dachu wśród mrowia kominów wentylacyjnych niczym umęczony Chrystus ociekający krwią z przebitego ciała co narody z przewinień swoich oczyszcza, stałem Ja we własnej osobie. Tak daleki od osiągnięcia własnej doskonałości i obranych w życiu celów. Po chwili rozmyślań spadłem w dół i jak ptak rozkładający swoje skrzydła zranione, próbowałem rozłożyć ręce pozbawione jakiegokolwiek już balastu. I nie było już nic co mógłbym w swoim ciele i umyśle odszukać z wyjątkiem przyzywającej mnie z każdym przebytym metrem grawitacji, co całą otchłanią późniejszej zguby mnie przyciągała. Na próżno było już otwierać oczy w przypływie otrzeźwienia.

czwartek, 28 sierpnia 2008

Lapida 16

Czym jest Poeta?

Nieszczęśliwym człowiekiem,
który kryje w swoim sercu głębokie cierpienie,
a którego wargi tak są uczynione,
że kiedy westchnienia i skargi
przelewają się przez nie,
brzmią one jak piękna muzyka.
A ludzie tłoczą się wokół poety i mówią mu:
Zaśpiewaj znowu, a to znaczy:
Niech nowe cierpienia umęczą twą duszę.

S. Kierkegaard

wtorek, 26 sierpnia 2008

Spotkania, rozmowy, wspomnienia, rozmowy, wspomnienia, spotkania ...


... i znowu do pracy. A było tak pięknie, wzniośle, przyzwoicie i po ludzku.


***

Słowa...
jak chwasty
wdeptane w ziemię

Myśli...
jak kurz na karniszach
wyświechtanych zasłon

Czyny...
jak obumarłe kończyny
naszych rąk i nóg

Złudzenia...
niczym euforyczna recepta
gojąca wizje przyszłości

Czas niszczy wszystko

Pomnik Bolesława Bieruta


Fot: stan po odsłonięciu w 1978 (Ryszard Dunin, Henryk Gawarecki, Lublin w Fotografii Zbigniewa Zugaja, Lublin 1988, fot. 132).

Wszelkie prawa zastrzeżone. © Kazimierz S. Ożóg 2002-2006
strona jest częścią serwisu >>> Pomniki Lublina



Fot moja: stan z sierpnia 2008 ( 30 lat robi swoje z historią)

piątek, 22 sierpnia 2008

Lapida 15

...czyli jak pani pacjentoszka składa wizytę panu doktoreczkowi.

O tym, że większość społeczeństwa polskiego ma problemy z tradycyjną polską mową, nie trzeba zbytnio przypominać. Nic więc dziwnego, że przymykając nieco oko na poprawność językową, jesteśmy coraz częściej skłonni zaakceptować nie wiadomo skąd pochodzące i mające swoje miejsce narodzin tzw. neologizmy.

Jeden z nich, który ostatnio przykuł moją uwagę był zawarty w jednej z ogólnodostępnych gazet w artykule w którym wypowiadała się pani... psycholożka.

Nie za bardzo wiem jaki jest sens owego wyrazu zastępujący dobrze znany i w przeciwieństwie do tego zachowujący powagę znaczenia oraz stanowiska naukowego jakim jest zwrot 'pani psycholog'.

Stopień zdziwienia a zarazem rozbawienia z wyżej wymienionego neologizmu pozwolił mi stworzyć jego kontynuację, którą znając nasze podejście do zagadnienia poprawności w bliżej nieokreślonym czasie zaczniemy się bezceremonialnie posługiwać. W tym przypadku nowe określenia stopni naukowych:

- sędziożek, sędziożka
- doktoreczek, doktoreczka
- socjolożek, socjolożka
- filozofek, filozożka
- historożek, historożka
- pedagożek, pedagożka
- psycholożek, psycholożka... itd, itd...

Sumując - pszyszłem, wyszłem, jażem, tyżem kluski z ryżem.



Lublin

piątek, 15 sierpnia 2008

Powroty

Prolog:

"...lecz większość śpi nadal, przez sen
się uśmiecha. A kto się zbudzi nie
wierzy w przebudzenie..."
(J.Kaczmarski)


W tym miejscu rozmyślania i smak taniego wina oraz kanapka z serem i pomidorem, nawet po latach, gdzie tak dużo się tu w międzyczasie zmieniło nabiera zawsze metafizycznego aromatu. Sprowadzając na te kilka godzin całą empiryczną naukę wraz z jej przebogatą historią na manowce. Tu czysta idea myśli wyrywa się ze zmąconego sceptycyzmem trwania w szponach cywilizacyjnej papki, by przez te parę chwil, które tak szybko ulatują, zdołała na nowo określić swój kształt i świadomość. Tworząc swego rodzaju spichlerz wolności, pozwalający mi nabrać sił na kilka kolejnych miesięcy mojej egzystencji. Dlatego, każdy powrót w to magicznie pejzażowe miejsce, traktuję jako powrót po życie.


Epilog:

"...wszystkie drogi teraz moje,
kiedy wiem jak dojść do zgody.
Żadna burza, cisza, susza
nie zakłuci mojej drogi.
Nie horyzont coraz nowy,
nowa wciąż fatamorgana
ale obraz świata sponad
szczytów duszy oglądany.
Tam dziś wspiąłem się..."
(J.Kaczmarski)







Kazimierz Dln.
14.08.2008

czwartek, 14 sierpnia 2008

Czy pamiętasz ...

Czy pamiętasz ten czas,
który niczym poezja jak pocałunek
przekazywana z ust do ust,
gdzieś na ławce w ogrodzie botanicznym,
kreował naszą miłość wzajemną.

Czy pamiętasz te godziny,
które jak wieczność zataczały kręgi tęsknoty
do celu, by móc spotkać się ponownie.

Czy pamiętasz te spacery
w deszczu co chłód pogody przez nasze
spojrzenia w ciepłą toń przyoblekał.

Czy pamiętasz te TAK
przed laty już wypowiedziane,
lecz siłą swą otoczone przez Bożą troskę
wciąż jest niezwyciężone przez przeciwności losu.

Pamiętam ...




W miłości i przez miłość -
Elizie mojej żonie ukochanej,
dopóki śmierć nie rozdzieli naszych
serc niedoskonałych.

niedziela, 3 sierpnia 2008

Dubicze Cerkiewne ...

... nie niszczy bohaterów historii.

piątek, 1 sierpnia 2008

praca a Praca

Ogólnie nie lubię pracować i nie mam sobie nic do zarzucenia poprzez stanowisko i postawę jaką sobą reprezentuje w tej dziedzinie. Praca w moim mniemaniu, nuży, stresuje, zabiera cenny czas, zniewala, wyniszcza zdrowie zarówno psychiczne jak i fizyczne, ofiarowując w zamian jakąś tam pieniężną zapłatę. W większości przypadków pracując jesteśmy nieustannie uzależnieni od kogoś lub czegoś. Widmo bata stale się nad nami unosi. To na tyle odnośnie "pracy".

Obecnie przeżywam tak zwany "dar miesięcznego urlopu - płatnego ". Z którego pierwsze dwa tygodnie spędzam intensywnie wypoczywając w mieście, w którym w niedalekiej-dalekiej przyszłości przyjdzie mi osadzić swoją wiecznie niepewną wszystkiego pupę na stałe. Razem z małżonką ma się rozumieć.

Do czego zmierzam? Mianowicie przez owe dwa tygodnie razem z teściem (ja występuję tu w roli pionka tzn. pomocnika) pracuję trybem gospodarczym, na terenie zakupionym poprzez pieniądze będące owocem naszej nudnej emigracyjnej pracy, przy budowie w końcu własnego domku. Słowo pracuję zapisałem celowo pogrubioną kursywą, ponieważ w tym przypadku praca ma dla mnie zupełnie inny wymiar:

- nikt mi za nią nie płaci

- dobrowolnie wstaję wczesnie rano choć tego zwyczaju nie znoszę

- nikt mnie nie popędza niczym konia

- przez pierwsze trzy dni zmęczyłem się tak jak nie zmęczyłem się w ciągu całego roku wykonywania swojej systematycznie "nudnej pracy"

- jest to praca stricte fizyczna, ale jej namacalny i widoczny owoc cieszy ponad odczuwalne zmęczenie organizmu

- jest to mój osobisty wkład w coś, co będzie w przyszłości stanowiło cenne, wartościowe, bezpieczne a przede wszystkim własne schronienie

W tym przypadku jestem więc w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem, że praca uszlachetnia oraz chyba rozumiem co Karol Marks miał na myśli pisząc swój głośny manifest o alienacji pracy (a pracy).

czwartek, 24 lipca 2008

Lapida 14 (wulgarna)

Tragizm a zarazem groteska komercyjnego trybu bycia wygląda w sposób następujący:

- nieważne jaki mamy nastrój
- nieważne w jakim stanie zmęczenia wracamy po pracy do domu
- nieważne w jaki sposób podejmujemy próby zasłużonego zrelaksowania się w chwilach, gdy mamy do tego prawo
- nieważne czy cokolwiek robimy

Zawsze jesteśmy zmuszeni oglądać do usranego te same gęby. W reklamach, gazetach, telewizji, sklepach, przystankach, na murach, ogrodzeniach itd. Dzisiejszy świat wygląda tak, jakby poza usranie znanymi Kowalskimi nie istniał już żaden Kowalski szaraczek.

Osobiście stawiam olbrzymiego brązowego klocka (najchętniej z niestrawionymi do końca przez mój spragniony wszelkiego rodzaju żarła cywilizacyjnego żołądek) na wszelkie do usranego (bo jak długo można) znane gęby, ryje, mordy, pyski, klaty owłosione czy ogolone, rozwodników czy po raz czterdziesty w związku, wiernych czy zdradzających, tańczących z gwiazdami czy też bez gwiazd, na lodzie czy w wodzie, z immunitetem czy bez, z przeszłością agenta czy walczącego o lepsze jutro demokraty, Bolków czy Lolków...

Sram na ich wszystkich. Kropka.

środa, 23 lipca 2008

Kamień Filozoficzny nie do zgryzienia

A może trzeba było pozostać nam w tej Jaskini i nigdy, przenigdy z niej nie wychodzić? Potykając się jedynie o nasze niczego nieświadome 'cienie', toczyć swój płytki żywot pozbawiony pytania o "arche", w blasku tylko wizualnie dostępnego ogniska do którego nigdy, przenigdy nie powinniśmy się zbliżać. Tak aby harmonia 'naszych cieni' nie została zakłócona przez zbędne rozświetlenie samo destrukcyjnego poznania, jednocześnie nadając sens wszystkiemu dookoła i obdarowując nas możliwością obrotu naszych głów o pełne 180 stopni.

niedziela, 20 lipca 2008

Liryk nietolerancyjny o mieście w którym się duszę

Tego miasta nie powstydziłaby się nawet
Sodoma i Gomora.
Tu życie płynie tak jakby ludzkie myśli
zanurzone były w formalinie.
Między jedną o drugą końcówką
ostrego noża, ciemne twarze wypatrują
swej ofiary.
Energiczne sygnały przeszywają Soho,
niczym lepka zawiesina wydalana
przez londyńskie kurtyzany.
A na obrzeżach z dala od centrum,
olbrzymie stragany opływają
owocami i rąk setkami,
gdzie uwagę dobrego wyboru
zakłóca gromada dzieci
z zakapturzoną mamą
i osiemnastoma wózkami.
Wizja niczym karawana
zdziczałych wielbłądów
co do oazy ciągnie złowrogo.
Nocne życie zaprowadzi cię
w zakamarki zduszonych męskich oddechów
i kobiecych rąk otulonych wokół szyj
wysublimowanych towarzyszek
zakazanego dotyku.
Między zwojami nieco egzotycznych
naleciałości kulturalnych przechadzają
się wyobcowani kaznodzieje.
Proklamując objawienie
z głośnikiem na szyi
w kilkumetrowych odstępach od siebie,
zatopieni w tłumie zobojętnienia
na wszelkie transcendentalne
bodźce poznania.
Są jak władcy echa odbijającego się
od płaszczy przechodniów.
Duszę się.

środa, 16 lipca 2008

Lapida 13

London Undergraund :

  • tu każdego dnia spędzam godzinę mojej egzystencji
  • tu rozmyślam
  • tu pochłaniam dziesiątki książek
  • tu zagłębiam się w muzyczną nostalgię
  • tu tworzę wszystkie moje intelektualne wynaturzenia
  • tu przeklinam i błogosławię swój los własny
  • tu spijam zmysłem węchu pot z setek obcych pach
  • tu czerpię natchnienia na dalsze działania
  • tu tracę i odzyskuję stracony czas
  • tu jestem mimowolnym świadkiem licznych konwersacji i ludzkich zachowań
  • tu oglądam radość i frustrację
  • tu naznaczam siedzenia i podłogi wagonów swoją obecnością
  • tu żyję

sobota, 5 lipca 2008

Moja wewnętrzna groteska

Idę sam Aleją Kraśnicką,
jedząc herbatniki
popijam sokiem
jak przed laty.
Po obu stronach mojego Ja
tylko pustka przyozdobiona
światłami latarni i ogólnym klimatem
wystukiwanym jednym klawiszem
ciężkiego basu na pianinie.
Niczym w opuszczonej klasie
po skończonej lekcji muzyki.
Nic już nie wróci,
nie zagra już więcej melodia
z Góry Trzech Krzyży,
a tanie wino nie zostanie
dopite do końca.
Teraz tylko las i ta gorycz
skrywana pod zalążkami
młodych paproci.
Starego końca nowy początek
przyjdzie mi zacząć...

środa, 2 lipca 2008

Myśli powtórne

Znowu zostałem sam,
na tym bezludnym przystanku,
gdzie wszystkie autobusy świata
rozjechały się bezpowrotnie
w mętnych głębinach
mojego zobojętniałego
na wszystko ciała.
I tylko ta cisza wokół mnie
co pozostała, nadaje rytm
i kierunek wytacza
dla moich nóg tańczących
szalonego walca.
O jakże trudno jest wstąpić
ponownie na drogę
niewinności pierwotnej,
z której przed laty zostałem poczęty.
Wrzucony w nurt życia,
szukam ucieczki w ciągłych
rozjazdach niedoskonałości.
Na przekór temu
w co niegdyś wierzyłem,
sam sobie wytaczam drogę
cierniem zasłaną.
W głowie zaś już tylko jedno pozostało.
Czy dam radę stawić czoła
przed własnym zatraceniem?

poniedziałek, 30 czerwca 2008

piątek, 27 czerwca 2008

Pustka

Przez pustkę do pustki,
z pustego w puste.
Pustką, pustka wypełniona
po puste brzegi.
Otoczona zewsząd przez
pustkę, poza którą
tylko pustkę widać.
A za tą pustką
to już tylko pustka
roztacza swoje puste
ramiona.
Ogarniając pustą pustkę
swoją pustą pustką.

środa, 18 czerwca 2008

Nawet w blasku słońca może północ wybić

Ze snu zostałem wyrwany
przez wizję podróży do Santa Fe.
Nie znaczy to, że ją odbyłem
lecz wizje podróży są rzeczą
dość wzniosłą, więc warto
je odbywać, choćby i w snach.

Po przemyciu oczu zmęczonych,
zacząłem się wsłuchiwać
w podmuchy wiatrów północnych.
Północnych dlatego, że z tamtej
strony, zawsze wieją te
co bojaźnią, lękiem i trwogą
napełniają serce moje.

Nie minęło sporo czasu
nim owe wiatry zdążyły
ostudzić już nadmiar myśli,
chcących przejąć niezauważalnie
kontrolę nad dniem, w którym
dopiero w życie co wchodzę.

Lekkie zawirowania,
różne stopnie horyzontów
znowu zaczynają nachodzić na siebie.
Żeby lepiej sprostać temu czoła,
ręką muszę przytrzymać się
umywalki by nadać ponownie
ciału wyrównany balans.

Na nic ten trud,
ta siła samozaparcia.
Przy zgiętych kolanach,
przymykając leciutko oczy,
pozwalam ponownie
by zegary bezradności
wokół mnie zaczęły topnieć.
Wpychając niepohamowaną
żądze przetrwania
w dwuznaczność czasu,
która już raz kiedyś nastała.

niedziela, 15 czerwca 2008

środa, 11 czerwca 2008

Szczypta Samouwielbienia (z namiastką ironii)

Nie to, że jestem genialny ale myśl o tym, że banda wszędobylskich chamów i zakamuflowanych prostaków w obawie przed zetknięciem się z moją czysto intelektualną potęgą, zacznie zachłannie wyżerać słomę ze swoich złechtanych buciorów, próbując nieudolnie nadać im odpowiednią formę pasującą do mojego poziomu, przyprawia mnie o dreszczyk personalnego samoubóstwienia. He, he...

niedziela, 8 czerwca 2008

Klapek

Czasami muszę przystanąć
by kroplę potu z czoła przetrzeć
Ręką przysłonić oczy
między palcami słońce wzrokiem pozdrowić
I ruszyć dalej
rozpychając na boki tłum roześmiany
Liczę kroki nie patrząc pod nogi
gdyż drażni mnie widok kolesi w japonkach

środa, 4 czerwca 2008

Stara Myśl

Śmierć jest nieodłącznym motywem mojego życia. Jest jakby jego kontynuacją bez możliwości powrotu do jego poprzedniego stanu, który w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej nużący, pozbawiony treści, przygnieciony ciężarem egoizmów. Ciągły napływ nowych doznań egzystencjalnych sprawia, że coraz bardziej śni mi się przekroczenie tej granicy między życiem a dalszym życiem.

=Ja=


(Moja stara myśl umieszczona na pierwszej stronie mojej pracy magisterskiej oraz zapisana jako pewnego rodzaju "intro", również na pierwszej stronie tomiku wierszy Sylwii Plath "Godziny nad ranem", który ostatnio czytałem po raz setny.)

poniedziałek, 2 czerwca 2008

Każdy dzień jest jak oddech

Póki sił starczy,
warto jest chwytać ten dzień teraźniejszy.
I spijać niczym wodę z wysokiego wodospadu,
każdy blask słońca co w oczy razi.
A w nocy,
w oczekiwaniu na lepsze jutro
snem spokojnym żywić nadzieję,
na ponowne porwanie kolejnego świtu w ramiona.


Elizie

piątek, 30 maja 2008

video
(Do pełni szczęścia brakuje jeszcze drogi zasłanej pożółkłymi liśćmi w środku złotej jesieni, najlepiej gdzieś w okolicach Kazimierza Dolnego)

wtorek, 27 maja 2008

czwartek, 22 maja 2008

Takie tam przemyślenia

Z obolałymi rękoma w kieszeniach dziurawych, mijam tajemnicze zgromadzenie wielbicieli tanich win spod znaku młodego intelektualisty pokolenia dziewięćdziesiąt. Nie za bardzo rozumiem wywodów dzisiejszych młodych gniewnych. Podobno Playstation 3 jest lepsze od X-BOXa. Problematyka dzisiejszej technologii nieco mnie przerasta.
Starając się nie wzbudzać zbędnych podejrzeń, skręcam pewnym krokiem w prawo. Nie trwa to jednak zbyt długo, gdyż z obawy wetknięcia swej niczego nieświadomej stopy w gówno NOPu odbijam czym prędzej w lewo. Inaczej musiałbym już podskakiwać do końca życia, a z reguły szybko ulegam przemęczeniu. Chwilowe wytchnienie, zupełnie jak za dawnych czasów, choć ideały powoli wygasają. Pozostaje natomiast mrowie pustych słów i stek jałowych obietnic.
W alei absurdu spod znaku 'rżnięcia głupa', również nic się nie zmieniło. Nawet przybyło trochę wyrafinowanych 'zamydlaczy' oczu:
To nie była jego wina, po prostu dał się ponieść kolegom z podwórka bez "własnej" wiedzy, by wpisali go w poczet redakcyjny chodnikowego pisemka o tematyce nacjonalistyczno - rasistowskiej z dużą dawką nazizmu. Żydom wprawdzie praw nie odebrał, gdyż zapewne w życiu żadnego na żywca nie widział, ale za to udało mu się wyślinić niezłą posadkę w telewizji publicznej i nawet włożył trochę serca w środowisko. Próbował zamydlać oczy swoją nieskazitelną przeszłością. Niezbyt mu to jednak wyszło jak orzekł sąd. Gówniarz jeden.
Kolejny pan w przypływie zachwytu spowodowanego sukcesem swojej drużyny piłkarskiej, której zresztą był członkiem pomylił koszulki reprezentacyjne i śmiało paradował po całym boisku z koszulką o numerze "śmierci żydzewskiej kurwie". Naprawdę fenomenalny numer, zazwyczaj mamy od 0 do 9. Później pozostają już nieskończone kombinacje na podstawie tych cyfr. A tu proszę, zupełnie nowy wymiar piłkarskiej cyfrologii. Ów bohater strzelił sobie samobója w chwili, gdy na łamach prasy próbował zamydlać oczy usprawiedliwiając się wymówką, iż nie spostrzegł jakiego rodzaju dar został mu podarowany przez jednego z kibiców. Gówniarz jeden.
Kwiat polskiej inteligencji emigracyjnej pragnie intelektualnego cofnięcia. Tak przynajmniej wywnioskowałem z rozmów jakie miałem okazję przeprowadzić z wieloma młodymi ludźmi przebywającymi obecnie na Wyspach. Żałują, że zamiast jakiegoś czysto praktycznego kursu zawodowego typu spawacz czy glazurnik, wybrali koncepcję Adasia Miałczyńskiego z "Dnia Świra". Czyli próby schwytania Boga za nogi i uwolnienia swego potencjału ścisło-intelektualnego na różnego rodzaju polskich uczelniach. Któż mógł przypuszczać, że widmo nowego systemu jakim jest nasza wspaniała "demokracja" zaserwuje nam taką życiową sieczkę. W końcu aby przenieść przedmiot X z punkty A do docelowego punktu B nie trzeba posiadać stopnia magistra lub doktora. Gdybym to wiedział wcześniej ...



Lapida 12

Dzisiaj w pracy miałem pożegnalny serwis jednego z moich kolegów kucharzy Josha z Australii. I wiecie co spostrzegłem, że po raz pierwszy jestem naprawdę zazdrosny. Nie o pieniądze czy pozycję społeczną ale ogólnie o całokształt. Patrząc na te roześmiane gęby znajomych mojego kolegi Josha rodem z Australii i Nowej Zelandii, wywnioskowałem nie tylko z obserwacji ale z ogólnych rozmów z tymi ludźmi, że większość z nich traktuje pracę oraz pobyt tu w Londynie jako rodzaj tymczasowej rozrywki oraz przygody. Przyjechać, popracować, poznać nowych ciekawych ludzi, odłożyć póki jest okazja trochę zarobionych pieniędzy i bezstresowo wrócić sobie z powrotem do bezstresowego kraju, gdzie słońca i morza nie ma końca. Ja natomiast byłem, jestem i zostanę już tylko małym polaczkiem z klasy średniej, rodem ze średniego narodowo wciąż zakompleksionego państewka o nadmiernie wypaczonej mentalności jakim jest Polska, gdzie większość społeczeństwa nadal jest przesiąknięta piętnem socjalistycznego okresu. Długo czasu jeszcze minie, zanim ujrzymy szczerze roześmiane gęby bezstresowych młodych ludzi (dla których kupno gównianego mieszkania do którego mają święte prawo, graniczy teraz z cudem) oraz rzesze zadowolonych ze swojego życia emerytów i rencistów (którzy na dziś dzień lepiej by wyszli finansowo, jakby od małego regularnie wpłacali składki na książeczkę PKO) . Zanim to jednak nastąpi, mnie zapewne już dawno nie będzie wśród grona tych roześmianych i niczym nieobciążonych gęb.

wtorek, 20 maja 2008

Lapida 11

Z powrotami nigdy nic nie wiadomo. Jeżeli już owy nastąpi (co jest praktycznie pewne, ale zajmie to jeszcze trochę czasu) i przyjdzie mi po raz kolejny zmienić miejsce mojego przeznaczenia (żywię nadzieję , że już na dobre), tym razem na Londyn -> Polska, to z całego tego szalonego zgiełku będzie mi brakować tylko dwóch rzeczy : koncertów i whiskey.

niedziela, 18 maja 2008

***

wybiła północ
ręce lekko drżą jeszcze
pod wpływem minionego dnia
sen skleja powieki bezlitośnie
dając znak, że nadeszła pora
by przeciąć linię aktywności życia
snem co ukoi zmęczenie moje

sobota, 3 maja 2008

Trochę otuchy

Nic tak nie poprawia samopoczucia jak luźne spotkanie się z kilkoma znajomymi w piątkowy wieczór w przytulnie miłym pubie, gdzie między szaleńczymi kolejkami złocistej tequili, można podzielić się swoimi doświadczeniami i przeżyciami z minionego tygodnia w atmosferze całkowitego relaksu i zapomnienia. Tak by po zakończonym spotkaniu odprowadzając się nawzajem lekko chwiejnym krokiem, omawiać namiastki planów ponownego spotkania się.

wtorek, 29 kwietnia 2008

Banał kwietnia - roku 2008

Chińska milicja odkryła w południowych Chinach fabrykę, która produkowała flagi wolnego Tybetu - poinformowały media w Hongkongu.


Hongkońska gazeta "Ming Pao" podkreśliła, że - co najciekawsze - zakład w prowincji Guangdong realizował zlecenia tybetańskiego rządu na uchodźstwie. Zamówienie złożono poza granicami Chin.

Pracownicy fabryki tłumaczyli się, iż nie mieli pojęcia o politycznym znaczeniu zamówienia. Jednak któryś z nich zobaczył flagę w telewizyjnej relacji z antychińskich protestów w Tybecie i swoim zaniepokojeniem podzielił się z władzami.

Tysiące tybetańskich flag "Made in China" przygotowano już do wysyłki. Milicja nie wykluczyła, że część z nich miała się pojawić na protestach w czasie wizyty sztafety z ogniem olimpijskim w Hongkongu.

W związku z incydentem chińskie władze zaostrzyły kontrole w zakładach.



GW 29.04.2008


( Wzniosłe idee i zamiary swoją drogą a biznes i interesy swoją drogą)


czwartek, 24 kwietnia 2008

Ten Czas...

Gdzieś na spokojnej polanie
otoczonej zewsząd starymi drzewami,
przykryci niebem gwieździstym,
siedzimy w grupie dookoła ogniska,
tacy młodzi, nieskażeni pędem świata.
Choć w głowach mało jeszcze wiedzy zdobytej,
to zalążki poznania już tlą się w nas niczym
płonące drzewo co ogień w potęgę uzbraja.
I na nic się zda ten strach co siedzi gdzieś
w głębi złowrogich podmuchów wiatru
i zdradliwego szelestu liści.
Wsłuchując się w baśnie i legendy
tych wielkich co mieczem sprawiedliwości
po raz kolejny pokój chcieli zanieść,
w wyobraźni budujemy własny świat,
przyobleczony mitem
trwałości i niezniszczenia.
Dziś po tych wszystkich latach,
rzeczy maja się już zupełnie inaczej.
Drogi każdemu wytyczyły szlak przeznaczenia.
I choć niektórych nie ma już nawet wśród żywych,
to na przekór losowi ten niedopalony kawałek drwa,
niejeden z nas chciałby jeszcze podłożyć
pod ten ogień z tamtych lat.





(Pamięci lat 1988-1992, no i może kolejnych dwóch, ale one nie miały już takiej charyzmy)

wtorek, 22 kwietnia 2008

Fotografia interpretowana na płaszczyźnie filozoficzno-egzystencjalnej przy minimalnym wkładzie naszej wyobraźni może zaprowadzić nas naprawdę bardzo daleko, pobudzając uśpione dotąd zakamarki naszego umysłu. To z kolei pozwoli nam doświadczyć nowych doznań z dziedziny od zawsze złaknionej poznania, której głównymi założeniami są odwiecznie zadawane pytania o istotę i sens; życia, przemijania, śmierci oraz najróżnorodniejszych doświadczeń, z którymi mamy styczność każdego dnia.
Zapraszam zatem do odwiedzin szalenie fotogenicznego bloga mojego kolegi z pracy Javiera. Niestety wszystkie tytuły i opisy zamieszczonych tam zdjęć są w języku hiszpańskim lub angielskim. Ale jak to głosił pewien napis na jednej z ławek sali wykładowczej legendarnego domu akademickiego "Amor" w Lublinie: "Przy odrobinie wyobraźni można schlać się samą zagryzką". Zatem ruszmy wyobraźnią i w drogę!

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

= Ten inny wymiar mojego Ja (czyli ćwiczenie wyobraźni w obliczu dni ostatecznych) =

Jest mi duszno. Uciska mnie powietrze wokół którego się obracam. Wszelkie zmiany nie mają się dobrze. Nie mogę odnieść własnej grawitacji do rzeczy, które niegdyś sprawiały mi radość, dawały poczucie wewnętrznego spełnienia. Nawet poezja ulega zwiotczeniu, zanim dotrze do mojej świadomości. Teraz jakieś dziwne cele i założenia życiowe obezwładniają we mnie to co dotychczas było miłe, wzniosłe i otulało mój intelekt bezpieczeństwem oraz pewnością. Na nic wysiłki i zmagania z własnym losem. Po prostu nie mogę dosięgnąć, tego stale tlącego się knota, tej z dnia na dzień topiącej się świecy jaką jest życie. Trudno jest powstrzymać to wewnętrzne obumieranie cząstek własnych możliwości, na rzecz wiecznego podporządkowania się komuś lub czemuś.


Czy widzisz te rozstępy skalne
tam na samym dole
tej olbrzymiej rozpadliny
Ledwie widoczna twoja postać
próbuje przedrzeć dłońmi
zastygłe połacie chmur

Chcę chwycić tą dłoń
poharataną przez noce
nieprzespanych snów
co wmówiły mi czym jest
ta miłość prawdziwa
zarówno do Ciebie
jak i świata całego

Już prawie mam
czuję twój puls
pod opuszkami
palców delikatnych
Chcąc podciągnąć do góry
to co najistotniejsze z całego
arche wszechrzeczy

Zaraz przy końcu
poddaję się jednak
I z krzykiem na ustach
obserwuję swoją rękę
lodem szkarłatnym pokrytą

Powoli chwila za chwilą
kruszeją cząstki mej egzystencji
a jej odłamki porywa od dawien dawna
znany ludzkości wicher północy
To on otacza bijące serca
klatka z sopli utkaną ...

Budzę się
zimnymi rękoma próbuję
odgarnąć mgłę zniechęcenia
z twarzy mojej

Na próżno
Po raz kolejny za późno
A tak mało brakowało

sobota, 12 kwietnia 2008

Brutalny Fakt ?

Nie, nie. To nie może być realne. To tylko sen. Najzwyklejszy pieprzony sen. Może nieco banalny, sprzeczny, czasami wręcz bestialski ale tylko sen.

... Cóż, znowu się myliłem.

A tak dobrze się czułem z biciem serca i pulsem po linii prostej, bez żadnych zbędnych diagramów.

czwartek, 10 kwietnia 2008

Klik Klak

Jak twój czas się skończy
dając kres dla twych dni
A ziemia co cię wydała
na powrót cię pochłonie
To wiedz jedno, że nic
po tobie nie zostanie
Z wyjątkiem niezmiennie
cykających zegarów

To one będą trwały rwąc sekundy
z kolejnych żyć milionów
Lecz tobie już nie będzie dane
wsłuchiwać się w rytm ich bicia

środa, 9 kwietnia 2008

Zarówno nocą jak i za dnia

Ciąży na mnie ostatnio jakieś wewnętrzne poczucie winy, którego nie jestem w stanie w żaden sposób określić a tym bardziej racjonalnie wytłumaczyć. Skąd pochodzi, jaki jest cel owej pokuty, którą miałbym niby odegrać? Jakieś zaczątki bliżej niesprecyzowanej immanentnej frustracji próbują zakłócić mój i tak mętny codziennością spokój. Czy mam stać się wobec tego, własnym sędzią, karzącym się wobec przewinień, które tak naprawdę nawet nie miały miejsca w moim życiu? Lecz są jedynie namiastką absurdu będącego wytworem mojego wciąż niezidentyfikowanego mózgu. To jest jak proces samobiczowania, gdzie każde uderzenie rozcinając twoją skórę, ukazuje ci prawdę o sobie samym. Z czasem, powoli schodzące strupy z twojego umęczonego logiczną nieścisłością ciała, torują jedynie drogę następnym uderzeniom na świeżo co zrośniętą tkankę twojej egzystencji. Czy istnieje na tę dolegliwość jakiś opatrunek?

wtorek, 8 kwietnia 2008

Wiosna

Wiosna
najlepsza pora by pozbyć się
wszystkich zwiędłych i suchych liści
chowanych po kieszeniach
jako pamiątkę urodzajnych niegdyś dni
co zimową szarzyzną zostały przykryte

Wiosna
rodzi się nowe życie
a wraz z nim świeża gama zapachów
co siłą swą zachęca nas znowu
do robienia tych oklepanych bukietów
tak dobrze pasujących do naszych kieszeni

Wiosna
czas zieleni, śmiechu i radości
wspólnych rozmów, aż po świt
przy oparach tanich win
czas wzlotów i upadków
czas zapomnienia *



* ( Aby wspomnienia nigdy nie ustały: 1997-2002, Filozofii, Karolinie, Natalii, Zuzie, Pitule, Kornetowi, Białemu, Długiemu, Miłkowi, Dąbrówce, Hansowi, Luce, Robakowi, mojej żonie Elizie.)

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Wielki spisek ???

Po obejrzeniu dokumentalnego filmu "Zeitgeist", doszedłem do wniosku, że istnieję tylko wtedy, gdy zamknę oczy. Choć i to nie jest pewne na 100 %.

niedziela, 6 kwietnia 2008

piątek, 4 kwietnia 2008

czwartek, 3 kwietnia 2008

Moja złudna wizja pokuty

Gdy opadnę już z sił doszczętnie,
a moje nogi i ręce staną się tylko
kawałkiem uschniętej kłody
połączonej z mętnym mózgiem
Czy wtedy nadal będziesz
widział we mnie człowieka,
pełnego mocy i wiary w to
czego nigdy osiągnąć nie mogłem?
Czy też zrzekniesz się mnie
w imię potępienia mojej nieudolności
i wyplujesz w głębiny zmroczone
krwią wyklętych,
gdzie pojęcie czasu i przestrzeni
nie będzie już miało żadnego znaczenia?

środa, 2 kwietnia 2008

Zapach podziałów

"... jej rodzona córka, która zajrzała kiedyś przez ordynarne wścibstwo do jej nocnika w sypialni, opowiedziała mu, że i owszem, prawda, że nocnik jest złoty i z herbami, ale to w nim, w środku, to najzwyklejsze w świecie ziemskie gówno..."*

Niektóre stwierdzenia mówią same za siebie. Więc po co ten kult jednostki, ten wszechobecny podział klasowy? Tak bardzo podsycany przez najrozmaitsze czasopisma, programy telewizyjne i cały ten ogólnodostępny szajs, który tak naprawdę niczemu nie służy.

* Cytat pochodzi z powieści Gabriela
García Márqueza "Sto lat samotności".

wtorek, 1 kwietnia 2008

Czcze gadanie lecz warte zachodu

Nie jestem ani doskonały, ani dumny ze swojego życia. Poprzez czczą mowę, mogę jedynie pocieszyć się gadką o uczynieniu mojego życia lepszym, bardziej niezawodnym. Ten stan utrzymuje się zazwyczaj kilka dni, zanim powróci do punktu wyjściowego, czyli stanu "mojej osobistej żenady". Jednak nie warto zagłębiać się tak w personalne frustrację by szukać politowania i zrozumienia u innych. Nie tędy droga, każda próba podniesienia się ponad własną ułomność (nieważne jak długo będzie trwać) już jest warta uznania. To co czyni z nas jednostkę ludzką to nieustanna walka z "sytuacjami granicznymi"*. Możliwość zmiany, akceptacja losu, analiza własnych działań i próba zaszczepienia w nas tej transcendentalnej iskierki otuchy jest bez wątpienia bardzo ważna. Do póki czujemy, że coś możemy osiągnąć, ulepszyć, naprawić, stworzyć niekoniecznie na płaszczyźnie materialnej, gdyż ta jest prawie zawsze krucha, nie zaprzestawajmy tego czynić. Nie do zniesienia jest popaść w stan intelektualno-fizyczno-emocjonalnej samo destrukcji. Chrońmy też nasze uszy i umysły od różnego rodzaju nawiedzonych ulepszaczy ludzkiego losu i manipulatorów naszych istnień. Nie ma nic gorszego niż wewnętrzny nieład, zakłócony dodatkowo dawką nieuzasadnionych lub mało przekonywających pouczeń. Jak to Sted mawiał - "Każdy jest strażnikiem swego ognia".


* Sytuacje graniczne (podstawowe cztery to śmierć, walka, cierpienie, wina) termin zaczerpnięty z filozofii egzystencjalistów. Jednym z jego przedstawicieli był Karl Jaspers. Podstawowym założeniem Jasperowskiego rozważania o człowieku było przekonanie, iż człowiek staje się w pełni sobą jeśli wzniesie się poza swój biologiczny porządek istnienia w celu odkrycia swej własnej istoty. Może to osiągnąć w oparciu o owe sytuacje graniczne. Polega to na umiejętności zaakceptowania przez jednostkę nieuchronnych kolei losu z jakimi się spotykamy. Tylko w bezpośredniej konfrontacji z cierpieniem, chorobą, śmiercią najbliższych, najróżniejszego rodzaju nieszczęść jakie nas dotykają, możemy doświadczyć kruchości i niestałości naszego istnienia. Pogodzenie się z owymi zagadnieniami (a nie próba ich negacji, skazana z góry na niepowodzenie) jest w stanie uczynić z nas człowieka myślącego, wrażliwego na bodźce świata zewnętrznego.
PS: To tylko krótki zarys, gdyż samo zagadnienie sytuacji granicznych jest jak rzeka.

czwartek, 27 marca 2008

Donikąd

Chodź, podaj mi swoją dłoń
a zabiorę cię w podróż po naszej historii
Droga którą pójdziemy jeszcze ocieka krwią
tych co polegli w ludzkich potyczkach
Nie pytaj mnie po co ani dlaczego
Zazwyczaj na puste pytania
istnieją puste odpowiedzi
Tak to już bywa
Instynkt drapieżcy i samozniszczenia
nie łatwo ujarzmić i od siebie odrzucić
Na razie nie zanosi się na żadne zmiany
i tak już pozostanie ku chwale człowieczeństwa
Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość
ciągle na czerwono

poniedziałek, 17 marca 2008

Mentalność pełna sprzeczności

Zarys fragmentarycznych przemyśleń wyrwanych z kontekstu ogólnego:

  • reżim - jedna z tysiąca niedoskonałości historii człowieczeństwa, jednak o olbrzymim polu rażenia (ZSRR, Chiny, Kambodża) . Jego celem jest podporządkowanie sobie wszystkiego wbrew woli mających się podporządkować. Reżim upadla, odbiera godność, człowieczeństwo, powołanie do wolności i wolnej myśli. Szerzy niewyobrażalne zniszczenie w imię pustych ideałów wyobcowanych jednostek, pochłaniając dobra kulturalne i cywilizacyjne tworzy ranę, która zabliźnia się latami pozostawiając długowieczne znamię na historii. Obecnie większość historii składa się z owych ran, których ciągle przybywa. Mam tu na myśli chociażby ostatnie wydarzenia w Tybecie.
  • ustanowienie Kosowa (od wieków związanego z Serbią) niepodległym państwem osobiście uważam z porażkę, która tylko rozjuszy Serbów i wzmoże przemoc na ziemiach wciąż pamiętających jeszcze wręcz bratobójcze wojny jakie towarzyszyły rozpadowi Jugosławii. Problemy na tle etnicznym i religijnym są bardzo trudne do rozwiązania i często bywają w ogóle nierozwiązywalne, pozostawiając po sobie tylko morze wiecznie sączącej się krwi.
  • rasizm - ideologia (której być nie powinno) przyjmująca założenie wyższości niektórych ras ludzi nad innymi (jest to nieco dziwne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, iż wszyscy mamy po dwie nogi, dwie ręce, mózg, jedno serce i w ten sam sposób oddajemy stolca. Gdzie jest więc ta wyższość? Problem rasizmu jest wciąż aktualny. Będąc już parę lat w Londynie, zastanawiałem się ostatnio nad jedną rzeczą (bodźcem do moich rozmyślań były rozmaite artykuły na temat przejawów rasizmu w Polsce), jak można być rasistą nie widząc w życiu czarnego, chińczyka, hindusa, araba czy żyda? Nie znając ich kultury, obyczajów, przyzwyczajeń? Zwłaszcza w Polsce, gdzie jak przewinie się jakiś czarny lub hinduski czy azjatycki osobnik głównie jako student na uniwersytecie to jest to wielki sukces. Piszę to, gdyż jak zaznaczyłem wcześniej mieszkam w Londynie, mieście w którym mówi się ponad setką języków ( jak nie więcej), kilkudziesięcioma akcentami. Miejscu mieszczącym w sobie splot kultur i ras praktycznie z całego świata. Podczas mojego pobytu w stolicy Anglii, miałem mnóstwo razy okazję pracy z najróżniejszymi ludźmi, będącymi przedstawicielami różnych nacji, kultur, tradycji i religii. W Polsce nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, dlatego tu w Londynie mając już pewien bagaż wiedzy i doświadczeń mogę bez ogródek zostać rasistą (jest to tylko hipoteza nie mająca swego spełnienia, gdyż nie jestem idiotą). Wyobraźmy sobie jednak taką sytuację: Oto do Londynu przyjeżdża kilku pajaców z naszej młodzieży wszechpolskiej lub jakiś innych skrajnie prawicowo pustych i nie mających żadnej racji bytu organizacji odrodzeniowo-narodowych. Rozmieszczamy naszych "aryjczyków" w kilku punktach miasta; Tooting Brodway, Brixton, Camden Town i Piccadilly Circus z transparentami i okrzykami typu - niech żyje biała rasa, brudasy, kolorowi, pedzie, lesby, żydzi, masoni i cykliści precz. Diagnoza takiej akcji jest bardzo prosta do przewidzenia, nasi "rasowi słowianie" zostają z miejsca zlinczowani zanim pojawi się pierwszy radiowóz. Oto cała filozofia rasizmu.

czwartek, 13 marca 2008

Lapida 10

Wiem, że taka jest rzeczywistość i musimy ją zaakceptować często wbrew naszej woli, zwłaszcza w dobie "kapitalnego kapitalizmu". Jedynym lekarstwem umożliwiającym nam uniknięcie tego co chciałbym zaraz opisać jest umiejętny sposób wybicia się ponad przeciętność, tak by zagwarantować sobie jako taką niezależność lub po prostu stać się jednym z nich tzn. ulepszaczem samopoczucia. Do czego zmierzam? Mianowicie do tego, iż ciągłe wysłuchiwanie "mądrości" naszych przełożonych, zwierzchników, kierowników, dyrektorów, prezesów, wszelkiej maści menadżerów i liderów jest jak ropiejący wrzód na dupie naszej zmurszałej cywilizacji. Ilekroć będziesz starał się go wydusić on i tak będzie pęcznieć.

wtorek, 11 marca 2008

Puste pytanie

Gdzie byłaś moja miła zagłado,
gdy w ślepym szale
darłem swą skórę na strzępy,
dając upust nieczystej krwi?

... podstępna retoryka nie wymaga wysiłku odpowiedzi.

Teraz już spokój,
znikła potrzeba pośpiechu.
Stojąc samemu w tłumie zatrutych słów,
wyczekuję na chwilę wytchnienia.

sobota, 8 marca 2008

czwartek, 6 marca 2008

Dłonie nieco zmęczone, lecz w dalszym ciągu zdolne przenieść ciężar trosk z jednego miejsca w drugie. I tyle w tym radości co wewnętrznej satysfakcji z tego, iż póki co jestem w stanie podołać niespodziankom przyszłości, które znane są przede wszystkim z ogromnego spichlerza prze najróżniejszych figli jakie płata nam los.

środa, 5 marca 2008

Powidoki

Nie wiem gdzie jestem, idę drogą bez zamierzonego celu. Chyba do domu. Jakiś pan smarka na ulicę za nic mając spojrzenia przechodniów. Mijam go obojętnie. Wsiadam do autobusu bez większego zaangażowania, rozsiadając się wygodnie na niczym sobie foteliku niosącym na sobie odciski tyłków prawie z całego świata, obserwuję mrowie twarzy bez wyrazu. Wszystkie są takie same. Oczy, uszy, nosy, jakieś zakrzewia włosów. Nic nowego. Niektórzy próbują nawiązać coś na styl rozmowy między sobą. Błahostki. Ja tam słyszę tylko szum wiatrów i kapanie wody. O co tak naprawdę chodzi z całym tym życiem, z jego istotą i jakością? Kiedy zgaśnie wreszcie ten płomień poczęcia tułaczki i ciągłych decyzji, który już teraz tli się żarem beznamiętnym. Z jednego miejsca przemieszczamy się w drugie. Dni, tygodnie, miesiące, lata, dekady. Ten sam rytm, nic nowego. Wysiadając spoglądam na człowieka, który uwypukla swój system wartości w postaci moczu oddawanego na kontener do składu butelek. Szum wiatrów i kapanie wody przybiera na sile, czyniąc zamęt siermiężny na dwie półkule mojego mózgu, co daje całość. Miliony strzępów myśli zmieszane razem uniemożliwiają mi wyrażenie tego co chciałbym wyrazić. I wiem, że tak już zostanie. Pewnych rzeczy nie da się przywrócić do stanu początkowego. Stanu czystej nieskazitelności.

poniedziałek, 3 marca 2008

Światła Północy

Zabierzcie mnie,
najlepiej jak najdalej stąd.
Gdzieś na głęboką północ,
na białe połacie śmierci.
Gdzie stanę się łatwym łupem,
w szponach niedźwiedzia białego.

A jeśli miałbym już przeżyć,
to chciałbym być niczym ta foka
nieskażona łapskiem człowieczym,
co spokój swój w stadzie roztacza.

Z dala od świateł cywilizacji
i nędznych zawodzeń
ludzkich mądrości.

I gdyby mi przyszło tam zginąć,
to nawet łzy wspomnień bym nie uronił.
Zimne powietrze w nozdrza wciągam,
nadchodzi czas ucieczki,
gdzieś na głęboką północ.



Hajnówka - Londyn
01-03.03.2008

czwartek, 21 lutego 2008

Lapida 9

Nie powinno nikogo dziwić, że zawsze gdzieś w jakimkolwiek miejscu, z którym jesteśmy związani zazwyczaj zawodowo ( lecz niekoniecznie), trafiamy chcąc czy nie chcąc na jednostkę człowieczą do której pasuje tylko jedno określenie - Bydlę.

Bydlę, bydlak, cham, ćwok, prostak poprzedzone całym mrowiem wulgarnych epitetów, tak zazwyczaj nazwałbym "człowieka", który jest tak mocno zadufany w sobie i w swoim prostactwie, iż nie jest w stanie pojąć swym tępym móżdżkiem wyżej wymienionych znaczeń.

Do tego dochodzi również całkowity brak zrozumienia sytuacji drugiego człowieka, nie wspominając już o szacunku jaki należy się innym bez względu na miejsce zajmowane na tak zwanej drabinie życiowych powodzeń lub nie powodzeń. ( W tym przypadku, swoich własnych podwładnych.)

Tak więc jestem zapewne jednym z milionów szczęśliwców, którzy mieli szanse spotkać owe Bydlę. W moim przypadku kanadyjskie.

wtorek, 19 lutego 2008

Lapida 8 (w formie przypowieści)

A ja ci powiadam,
nie jest lekko
I nie chodzi mi tu o rzeczy doczesne,
gdyż one tak jak i ty przeminą
Czas żalu i cierpienia
jest znacznie większy od szczęścia
wymarzonego
Każdy znieść go musi
na to lekarstwa nie znajdziesz
Nie odwleczesz od siebie
tej chwili by powiedzieć ostatnie
"żegnajcie" do mamy i taty
Czasem jest odwrotnie,
co jeszcze bardziej boli
I ci co opływają w dobrobyt,
również muszą spojrzeć
śmierci w mroczne oczy
Nie ma równych i równiejszych
Ten mit tkwi głęboko
zakorzeniony w niedoskonałych
umysłach przemijających
istnień ludzkich

piątek, 15 lutego 2008

Tyle Życia

Tyle życia
ile podróży po bezdrożach łask
tych co są mocniejsi od nas
niekoniecznie w gębie
Bardziej jako manipulatorzy istnień
wyrwani siłą z dziecięcej kołyski
Ci nie znają słowa "wyrozumiałość"
Gdy już cię dosięgną
ich sidła złowieszcze
staniesz się na zawsze
dręczycielem swego losu
I nie snuj złudnych nadziei
że drogę powrotu odnajdziesz

czwartek, 14 lutego 2008

Moja Immanentna Oda do Radości

video


* Piosenka "To jest to - mój świat" pochodzi z albumu "Ustrzyki", nadal moim skromnym zdaniem ponadczasowej grupy KSU, pioniera polskiego punk-rocka. Amen.

wtorek, 12 lutego 2008

***

Wyrzucam śmieci
poprawiam wyświechtane krzesła
dookoła stołów poplamionych
Pociągnięciem wilgotnej szmaty
pozbywam się z lustrzanych blatów
resztek kurzu i odcisków obecności ludzkiej
Na koniec gaszę światła lamp
niosących wrażenie złudnego nastroju
Następuje ciemność czyli stan
jaki zawsze powinien panować w tym miejscu
Wreszcie nadchodzi upragniona chwila
zamknięcia drzwi
Nawet pyłu z butów moich
nie chcę pozostawić przed wejściem
do tego przybytku
Uznając to za osobiste marnotrawstwo
Wychodzę

poniedziałek, 11 lutego 2008

Obcy Smutek

Widziałem dzisiaj w autobusie linii 12 trzech ziomków. Sądząc po języku, za wschodniej granicy. Nie poczułem od nich woni alkoholu (być może została zabita odorem jaki wytwarza ciało z braku mydła i wody). Dwóch z nich zdaje się być braćmi, gdyż bardzo są do siebie podobni. Nie chodzi mi o detale ich wyglądu, bowiem po samych dłoniach można zgadnąć, że wszyscy trzej wykonują ciężką fizyczną robotę (pewnie za marne grosze). To co naprawdę zwróciło moją uwagę, to wyraz oczu owych dwóch braci. (Mogłem poczuć się przez chwilę niczym Janek Pradera z Siekierezady, gdy próbował wyrazić słowami pustkę i smutek przeogromny pewnej napitej damy w barze Hoplanka, wydobywający się z jej obłąkanego śmiechu.) Tu jednak chodziło nie o śmiech lecz oczy, bowiem to co z nich emanowało można swobodnie przyrównać do smutku i pustki owej kobiety. Smutku niewypowiedzialnego, pustki nieogarniętej. Pełnych nieszczęścia, rozpaczy i pretensjonalnego wołania do losu: Dlaczego właśnie Ja i dlaczego w ten sposób?...

Nie potrafię tego wyrazić. Chodzi mi o to, że warto pamiętać kładąc się każdego wieczoru pod ciepłą pierzynkę, iż istnieje tysiące drobnych rzeczy za które warto być wdzięcznym jak nie Bogu to losowi. Mimo, że w większości ich nie dostrzegamy to właśnie one tworzą naszą wygodę, poczucie bezpieczeństwa i komfortu.

Banał lutego - roku 2008


Żydzi nas atakują ! Trzeba się bronić !

Tak wołał w sobotę prof. Bogusław Wolniewicz, autorytet Radia Maryja, z ołtarza bazyliki o. Jezuitów w Krakowie. - Trzeba się bronić. Wywołał burzę oklasków


... - Atakują nas, więc trzeba się bronić - wykładał prof. Bogusław Wolniewicz. - Kto nas atakuje? Żydzi! - powiedział, czym wywołał burzę oklasków i okrzyki aprobaty.

- Nie daliście mi skończyć. Toby nie była odpowiedź prawdziwa - dodał Wolniewicz. Skonsternowani zebrani niepewnie rozejrzeli się po sobie. Na szczęście po chwili mówca uściślił, że źródłem zła jest określona grupa Żydów amerykańskich, których sam nazywa umownie "ci z Brooklynu". Im jednak chcą się przypodobać nie tylko krajowi Żydzi, ale też Polacy. - Bo sprzedawczyków w Polsce nigdy nie brakowało! - zakrzyknął Wolniewicz. Znów rozległy się brawa. ...



GW 11.02.08





A przecież w "katolickiej Polsce" nie ma ANTYSEMITYZMU!!! Więc jak to jest?



Proście o pokój dla Jeruzalem,
niech zażywają pokoju ci, którzy ciebie miłują!
Niech pokój będzie w twoich murach,
a bezpieczeństwo w twych pałacach!
Przez wzgląd na moich braci i przyjaciół
będę mówił: "Pokój w tobie!"
Przez wzgląd na dom Pana, Boga naszego,
będę się modlił o dobro dla ciebie.


Fragment Psalmu 122


poniedziałek, 4 lutego 2008

Z potrzeby serca

Ja już nie walczę,
z dniem określonym w kalendarzu
roku bieżącego
zawieszam dalszą chęć walki.

Ja najwyżej mogę pomachać nogą
ku uciesze rozbawionego tłumu.
Ewentualnie dla kolegów i koleżanek z pracy.

Chciałbym już tak zawsze,
bez utraty cierpliwości
wymachać samym sobą
dalszy przebieg mojego życia.

wtorek, 29 stycznia 2008

Kolejny Powrót

Przemierzając ciemną ulicę szybkim krokiem, pozostawiam za sobą cienie ludzi, których tak naprawdę nigdy nie spotkałem w ten sposób, by choć przez chwilę móc przyjrzeć się ich twarzom z bliska. Ze stacji metra Tooting Brodway (taki mój personalny Bombaj) do miejsca w którym mieszkam, dzieli mnie mniej więcej dystans dziesięciu minut piechotą, krokiem umiarkowanym. Te dziesięć minut w zupełności wystarcza by podnieść, odszukać, zmienić, wyczyścić z życia to co nie zostało jeszcze podniesione, odszukane, zmienione, wyczyszczone. Tylko jak to zrobić skutecznie, tak aby pozostawić widoczny ślad w tym toku rozmyślania, przy prawie kompletnym braku głębszej motywacji? Gdzie jakiś absurdalny wewnętrzny głos rechocze ci prześmiewczo, że wszelki trud jaki wnosisz w życie jest jak kryształ stłuczony o zaokrąglony kant twojej umęczonej dupy. Wizja wewnętrznego głosu zostaje chwilowo zawieszona w próżni przez tajemniczego wąsacza rodem z Azji, który znika w mrocznej przecznicy z taką samą prędkością z jaką wynurzył się z przecznicy przeciwległej do tej w której się rozpłynął. Powrót do myśli zostaje odroczony na czas nieokreślony, a ja dalej przemieszczam się w kierunku mojego tymczasowego przeznaczenia w którym to, moje drugie przeznaczenie zesłane przez samego Boga zapewne już śpi, pochrapując lekko do spokojnej nocy.
Wzloty, upadki, wyrzeczenia, przyrzeczenia, próby, wieczna walka z własną niedoskonałością, z ciągle wręcz zawodząca "wolną" wolą, tym jest w większości nasze życie. Światełka nadziei dodają znikome elementy szczęścia i chwilowe wrażenie spełniania się. Ale cóż...
Zarys mojego ciała przed drzwiami frontowymi tymczasowego przeznaczenia o tej porze, zazwyczaj oznacza zbliżający się czas snu. Gdzie w końcu obok mojego prawdziwego przeznaczenia, zamykam oczy, jednocześnie zamykając kolejny rozdział mojego życia. Mogę teraz spokojnym oddechem (czasem nieco chrapliwym lub znerwicowanym) przygotować się na kolejny powrót...

...do rzeczywistości.

piątek, 18 stycznia 2008

Wiersz Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej "Samobójstwo Dębu" ...











Dąb samotnik spoglądał dokoła z pogardą!

Poznał życie, kto widział generacyj tyle!

Nagle zdjął z nieba piorun,

Jak złocisty sztylet –

I wbił go sobie w pierś twardą.



... jeden z moich ulubionych.


środa, 16 stycznia 2008

***

A gdyby tak odmienić los,
przez splot naszych rąk
narodzić się na nowo,
tak aby wszystko co stare
zakwitło ponownie
świeżym kwiatem na wieki.

Czy wówczas omijalibyśmy
pułapki naszej niedoskonałości?

sobota, 12 stycznia 2008

Banał stycznia - roku 2008

- Nie mam żadnych wątpliwości, że gdy historia zostanie napisana, ostatnia strona będzie mówić: ''Stany Zjednoczone Ameryki zwyciężyły dla dobra całego świata" - mówił w sobotę prezydent USA George W. Bush podczas wizyty w amerykańskiej bazie wojskowej Camp Arfijan w Kuwejcie.

- Wykonujecie ciężką pracę - mówił Bush do żołnierzy, - ale jest to konieczne.


GW 12.01.08



(Słowa te zapewne wkrótce staną się wzniosłym natchnieniem dla mnóstwa "znakomitych" reżyserów w celu zaserwowania nam kolejnej dawki patosu i patriotyzmu.)



piątek, 11 stycznia 2008

Jedno z najciekawszych zdań z filmu Mela Gibsona "Braveheart" pominąwszy legendarny wątek 'problemu Szkotów', wypowiedziane zostało w końcowej scenie dzieła: ... i wywalczyli sobie wolność. Jakże słodko i zwycięsko ono brzmi. To taka wolna myśl jaka mnie naszła przed snem ...
Za oknem w tym samym czasie pada deszcz ...

czwartek, 10 stycznia 2008

wtorek, 8 stycznia 2008

Starość nie Radość (...a może jednak Radość?)

Czy starość może być piękna?
Sądzę, że tak, jeżeli tylko zdrowie dopisze. Przyglądając się przemianom jakie przechodzą nasze ciała, można dostrzec wręcz coś fenomenalnego. Wystarczy porównać zdjęcia zrobione w różnych okresach naszego życia. Siwy włos uszlachetnia, dodaje życiu powagi, zmarszczka zaś podkreśla piętno wieloletnich doświadczeń (czasem naprawdę bolesnych). Jedno jest pewne - nikt nie ucieknie od starości. Tylko głupiec może sądzić, iż zatrzyma dar młodości przez cały okres swego żywota.