poniedziałek, 5 grudnia 2016

Na nic Cheruby

myślę że sięgam dna
myślą mową i uczynkiem
pod przykryciem dobrego życia
rozbudzam w samotności
śpiące Demony
stopniowo
jeszcze w omamach lęku
i resztek przyzwoitości
daję im dostęp
do pełni mojego
skurwysyństwa
skrywanego skrzętnie
pod dawno już zgniłymi
korzeniami Drzewa
poznania dobra i zła

wtorek, 29 listopada 2016

62 dni wewnętrznych konwulsji i torsji

– Co pan robi od rana do wieczora? 
                           – Znoszę siebie. 

 E.M. Cioran Aforyzmy  


Nadchodzi grudzień a po nim styczeń. Dwa znienawidzone miesiące. Czarne karty roku. Jedna po drugiej. Zgrzyt rozpaczy, wstręt, zniechęcenie. Nocne rwanie zębami rogów poduszki przy zaciśniętych pięściach. Pod ręką brak wystarczającej ilości naczyń mogących pomieścić zawartość tych dwumiesięcznych wymiocin. Do tego dochodzi jeszcze ten jebany śnieg. Pojawiający się i topniejący. Wszechobecna plucha i mokry glut ciągnący się po podeszwą buta. Oblepiona błotnistymi smarkami czasoprzestrzeń i ja wciśnięty w głąb samego siebie. Pochlipujący cicho, kipiący od wkurwu, nie szukający u nikogo pocieszenia a tym bardziej zrozumienia.

piątek, 18 listopada 2016

Banał listopada - roku 2016

Jutro "ludzki" rząd pod egidą nieomylnego "człowieczego" Kościoła Powszechnego intronizuje Chrystusa na Pana i Króla. Najwidoczniej do tej pory przez dwa tysiące lat był On tylko znikomym cieniem i prostym cieślą. Ale dzięki nam Polakom i mesjanistycznej Polsce, pomogliśmy w końcu Bogu jedynemu stanąć po stworzeniu wszechświata na nogi. Duch absolutny został wreszcie określony. Unia powinna się wstydzić. Kobiety po zabiegu aborcji powinny się zarżnąć. Pedały wykastrować. Innowiercy i ateiści odkręcić gaz. Wiwat Wielka Polska. Obecność prezydenta obowiązkowa.


środa, 9 listopada 2016

Białe zniechęcenie

Szkoda, że zaczął w tym roku stosunkowo wcześnie. Fala frustracji przeszła przez moje ciało, kiedy jeszcze znajdowałem się w łóżku. Wystarczyło przeciągnięcie budzącego się oka w stronę okna. A przecież było tak pięknie poprzedniego dnia. Wszakże zimno, ale sucho i rześko. Czyste niebo dodawało otuchy i potęgowało realizację zamierzonych planów na następny dzień. Praktycznie wszystko prysło, rozmyło się wraz z ujrzeniem śnieżnej poduchy przykrywającej wszystkie moje chęci. Najgorsze jest to, że poducha wciąż rośnie, a puch walący z góry nie zamierza ustąpić. Przynajmniej przez następne X godzin...


poniedziałek, 7 listopada 2016

***

jeszcze chwila
a obumrze we mnie wszystko
co określałem mianem wartości
jeszcze moment
a sens który stanowił niegdyś
o wartości wsiąknie w ziemię
bezpowrotnie