czwartek, 23 stycznia 2020

Jeszcze tylko 8 dni...


Nie mam wpływu na bieg czasu. Jeszcze pamiętam lament jaki ogarnął moje ciało z nastaniem grudnia a już zza chmur wyłania się szary szkic 24 stycznia. Kiedy to minęło pytam siebie w skrytości mijających dni. Wiosenna aura teraźniejszej zimy wpływa poniekąd łagodząco na moje wewnętrzne nastroje. Choć wiem, że jeszcze powieje białą mazią i mój marazm rozpłynie się po moim ciele. Jednakże wizja zbliżającego się lutego koi moje serce bo zdaję sobie sprawę, że kiedy nastąpi ten moment to będzie już mentalnie z górki.

środa, 15 stycznia 2020

Wiersz przed Kacem

już zgaga rozpala gardło
a przełyk jak ujście lawy
jeszcze jednego przyjmę
ku chwale matki boskiej
dygocącą ręką
po omacku
sięgam ramy łóżka
ten dystans to jak dno
kloaka gówna życia
a materac jak tratwa
unosząca mnie nad
poezji krańcem
tuli do snu
by przywitać
dnia kolejnego NIC

środa, 8 stycznia 2020

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Wiersz ogrodnika na marginesie

mały skrawek ziemi
na której apodyktyczny karzeł
tupiąc nóżką
wdeptuję w glebę
z trudem kiełkujący
zarodek wolności
zaś garstkę ogrodników
tych co sprawują pieczę
by zacne nasiono
w przyszłości rozkwitło
jawnie szczuje
różańcową mszycą
rozrywając strukturę
wyrastających pędów
lecz tak jak powiedział
Kohelet:
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

przyjdzie pora
gdy ogrodnicy
zdepczą robactwo
i wyplenią chwasty
tłamszące zarodek
dając na nowo
pędom w wolności
rozmnażać
kwiaty i owoce

poniedziałek, 16 grudnia 2019

środa, 11 grudnia 2019

11 dzień posuchy...


Proces trawienia grudnia trwa w najlepsze. Dzień za dniem mija bezpowrotnie. Mam nawet wrażenie ze czas nieco przyspieszył. Ledwo pojawił się szary świt a już na zimnym niebie rysuje się mglisty zmierzch. I ten nieustający marazm wpisany w pejzaż dogasającej jesieni. Znajduję w nim masochistyczne ukojenie zmysłów i rozkołatanych nerwów. Zapominam nawet o moich tikach nerwowych. Mój zespół Tourette’a przybiera formę nieco łagodniejszą ale tylko dla mnie. Przeciętny śmiertelnik spoglądając na mnie z boku widzi (chyba od zawsze) ciekawe zjawisko debilno-humorystyczne. Ale nie zbaczajmy z tematu na jakieś psychoanalityczne niziny. Jest grudzień, szarość, wilgoć, zimno. Jednym słowem - Piękno.