wtorek, 10 stycznia 2017

Lapida 57

Puste ulice. Wyludnione place i miejsca publicznej aktywności. Prowincja skuta mrozem i otulona jakimś zrezygnowanym spokojem, gdzie blade światła ulicznych latarni bezskutecznie starają się ożywić ten skisły zimowy marazm. Szczek psa wtopiony w rozmyte tło wydobywającego się dymu z komina fabryki chemicznej i monotonny dźwięk dochodzący gdzieś z tartaku. Tak wygląda miasteczko w którym egzystuję o godzinie 23.15 dnia 10 stycznia roku 2017.

piątek, 23 grudnia 2016

Końcówka

ten rok był jak smuga światła
niknąca w odmętach nocy
jak ogon spalonego paliwa
na niebie po samolocie
rozmywający się w pustce
przestrzeni
bez szans na powrót
na déjà vu
tego co minęło

sobota, 10 grudnia 2016

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Na nic Cheruby

myślę że sięgam dna
myślą mową i uczynkiem
pod przykryciem dobrego życia
rozbudzam w samotności
śpiące Demony
stopniowo
jeszcze w omamach lęku
i resztek przyzwoitości
daję im dostęp
do pełni mojego
skurwysyństwa
skrywanego skrzętnie
pod dawno już zgniłymi
korzeniami Drzewa
poznania dobra i zła

wtorek, 29 listopada 2016

62 dni wewnętrznych konwulsji i torsji

– Co pan robi od rana do wieczora? 
                           – Znoszę siebie. 

 E.M. Cioran Aforyzmy  


Nadchodzi grudzień a po nim styczeń. Dwa znienawidzone miesiące. Czarne karty roku. Jedna po drugiej. Zgrzyt rozpaczy, wstręt, zniechęcenie. Nocne rwanie zębami rogów poduszki przy zaciśniętych pięściach. Pod ręką brak wystarczającej ilości naczyń mogących pomieścić zawartość tych dwumiesięcznych wymiocin. Do tego dochodzi jeszcze ten jebany śnieg. Pojawiający się i topniejący. Wszechobecna plucha i mokry glut ciągnący się po podeszwą buta. Oblepiona błotnistymi smarkami czasoprzestrzeń i ja wciśnięty w głąb samego siebie. Pochlipujący cicho, kipiący od wkurwu, nie szukający u nikogo pocieszenia a tym bardziej zrozumienia.