"Umieranie Jest sztuką tak jak wszystko.
Jestem w niej mistrzem.
Umiem robić to tak, że boli
Że wydaje się diablo rzeczywiste.
Można by to nazwać powołaniem."
Fragment wiersza pt. Lady Łazarz autorstwa Sylvii Plath
Dzisiaj po pracy, postanowiłem zrobić sobie (skoro już nadarzyła się ku temu okazja) niezbyt zaplanowaną wycieczkę, której punktem docelowym było zwiedzenie dwóch miejsc, niegdyś zamieszkiwanych przez jedną z moich ulubionych XX-wiecznych poetek - Sylvię Plath.
Tak więc sunąc z buta w strugach deszczu, krok za krokiem zbliżałem się do celu. Pogoda była wręcz adekwatna do dość dramatycznego życia z jakim przez większość czasu zmierzała się poetka. Mimo, iż jej wrażliwość i osobiste refleksje pisane w listach do matki, były niczym niekończący się bieg po słonecznych wzniesieniach, zasłanych mrowiem kolorowych kwiatów. A przynajmniej jego próbą. Inaczej odzwierciedlało się to w jej poezji. Nie wszystko jednak toczy się tak, jakbyśmy tego chcieli.
U kresu wyprawy, przemoczony i nieco rozdrażniony z powodu natarczywie wdzierających się do mojego aparaty deszczowych łez, zobaczyłem i uchwyciłem to, co zobaczyć i uchwycić chciałem.
Kilka lat po ślubie, na wskutek niezgodności małżeńskich wynikających głównie z niewierności męża, doszło do separacji. Po tym fakcie w 1962 roku, Sylvia postanowiła zamieszkać razem z dziećmi w wynajmowanym mieszkaniu przy 23 Fitzroy Road. Zaledwie kilka przecznic od swojego poprzedniego domu.
W 2003 roku Christine Jeffs wyreżyserowała film fabularny "Sylvia" na podstawie biografii pisarki. W rolę poetki wcieliła się Gwyneth Paltrow.
dziękuję za wycieczkę, to bardzo miłe :)
OdpowiedzUsuń"...Na twój płacz wychodzę z łóżka krowio ciężka i kwiecista
W swojej wiktoriańskiej koszuli nocnej.
Twoje usta otwierają się szeroko, czyste jak pyszczek kota. Kwadrat okna..."
albo
"...Mam niechęć do bagażu.
Mój neseser z lakierowanej skóry przypomina czarne pudełko z pigułkami.
Mój mąż i dziecko uśmiechają się z rodzinnego zdjęcia;
Ich uśmiechy wbijają w moją skórę jak uśmiechnięte haczyki.
Puściłam luzem mój trzydziestoletni statek z ładunkiem,
Trzymający się uparcie mojego nazwiska i adresu.
Wyszorowali mnie do czysta z moich serdecznych skojarzeń,
Przestraszona i naga, na zielonym, plastikiem wykładanym wózku,
Patrzyłam na mój serwis do herbaty, moje biurko i książki.
Tonąc nikły mi z oczu i woda zakrywała mnie z głową.
Jestem teraz mniszką, nigdy nie byłam tak czysta..."
Kiedy znasz jej życiorys i czytasz wiersze, no ja osobiście chlipię sobie w kątku.
Czasem myślę, że też nie dam rady
"...Wsłuchując się w tę rozwścieczoną łacinę.
Nie jestem Cezarem.
Zamówiłam skrzynkę pełną szaleńców.
Mogą sobie umrzeć, nie muszę ich karmić, jestem właścicielką.
Zastanawiam się czy są głodne.
Zastanawiam się czy zapomniałby o mnie,
Gdybym po po prostu otworzyła zamki, cofnęła się i zamieniła w drzewo..."
Och, ten ostatni jest niesamowity...dziękuję Margo za możliwość poznania.
OdpowiedzUsuńSylvię Plath, pokochałam od Szklanego klosza...i wtedy pomyślałam,że najpiękniejsze wersy pisza smutni poeci....
Kopaczu ja proszę jak najwięcej wycieczek, uwielbiam spacerować Waszymi śladami...
Sylvię Plath znam, ale TUTAJ inaczej, piękniej. Dziękuję!
OdpowiedzUsuńNo widzisz Kopacz! wstrzeliłeś się w klimat Gosi, która Sylvię uwielbia. A ja muszę powiedzieć, że i o mnie zahaczyłeś, bo WB Yeats był od zawsze jednym z moich ulubionych Irlandczyków ;)
OdpowiedzUsuńJa również dziękuję za wycieczkę i pamięć:)
OdpowiedzUsuńCieszy mnie wasze zadowolenie. Prawdę mówiąc jest to zaledwie zarys tematyczny tej postaci. Ale nie chodziło mi o to, by przedstawić jej biografię, tylko pewien fragment z jej życia, którego cząstkę mogłem zobaczyć na własne oczy. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń