
Barwy nieba, chylące się powoli do snu. Za zamkniętych powiek, gęstych obłoków pokornie pokłon królowej nocy składają. Zazwyczaj późnym popołudniem, tuż przed zapadnięciem mroku. Dzień odchodzi pozornie w zapomnienie, by za kilka godzin ponownie rzucić na wszystko moc swojego światła. Rytuał nie mający początku ani końca. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim "MY", nieświadomi zachodzących ceremonii. Krzątamy się jak zwykle z jednego miejsca w drugie. Pochłonięci wykonywaniem własnych spraw, tonący w natłoku własnych myśli. Zaniepokojeni nadmiarem i
wielowarstwowością obaw. Snujący pokrzepiające
samopoczucie wizje. Podlegający regułom dnia i nocy,
przeskakujemy z nogi na nogę zgodnie z harmonogramem praw natury.
Och, to takie trafiające w moje nastroje, oddające je niemalże wiernie.Kopaczu dziś wyglądasz jakbyś rozmawiał z Jej Chmurnością...
OdpowiedzUsuńale W TYM jest urok, nie tylko zmagania, ale przede wszystkim wiary... w odmianę (własną), pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńLubię snuć pokrzepiające samopoczucie wizje :-)
OdpowiedzUsuńPowtarzalność, to mnie czasem najbardziej w życiu nudzi. Wolę zaskakujące zwroty akcji i zmiany, ale z drugiej strony, ile można...
OdpowiedzUsuńCieszę się, że zarzuciłem jakąś nutkę inspiracji i refleksji. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń