poniedziałek, 19 października 2009

***


W każdym swobodnie opadającym
lub w szale wiatru miotanym
Liściu
strąconym z drzew
przez jesienny majestat
Za przyzwoleniem mroku
przy aprobacie świtu
Odnajduję cząstkę siebie
Jako tego
co miarą szaleńczego śmiechu
wyznacza różnicę między
nocą a dniem

11 komentarzy:

  1. jesienny majestat...ładnie, i tyle melancholii w sobie mieści, ile tylko jesień unieść zdoła...

    OdpowiedzUsuń
  2. ...albo między latem a jesienią...

    Łapmy liście, które spadają nam na głowy i cząstki samych siebie... :-)

    (PS. A gdzie to poprzednie zdjęcie?? No tak mi się podobało, że o rany :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję! :-)
    To, co lubię i tak, jak lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. wpadłam jak liść i...już mnie nie ma

    OdpowiedzUsuń
  5. jesienny majestat mnie upokarza, dołuję
    fraza piękna, rzeczywistość paskudna...

    OdpowiedzUsuń
  6. myśli w szponach zgubnych liści... tak szybko opadły, że nawet nie pochodziłam sobie szurając, nie zebrałam listków, wiatr i deszcz doprowadziły do ogołocenia drzew i szybkiego zgnicia, żeby jeszcze można było w jakis sposób zaprotestować...

    dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Absolutnie się zgadzam z komentującymi. Szarość nas zniewala, spowalnia, otacza sennością. Daje do zrozumienia, że żółkniemy nie mówiąc już o gniciu, jak te liście co niedługo wyschnięte spoczną pod grobowym przykryciem śniegu i błota.
    Ale ja to lubię, odnajduję się w tym. Szarość i mglista breja mobilizuje mnie, pobudza i inspiruje. Taka umysłowa maligna.

    OdpowiedzUsuń