czwartek, 14 lipca 2011

Oczy w dół

chodzę po mieście
z pustą reklamówką
od przechodniów reklamacji
nie przyjmuję
sunąc z nogi na nogę
zerkam na ludzi
spode łba
w glebę wlepionego
tam szczęście
w postaci miedziaków
i przedmiotów nieożywionych
napełnia ducha
pozorem spełnienia
gdzieś daleko
lepszy świat
ja tutaj do przytomności
klaksonem samochodu
sprowadzony
w pokorze znajduję
miejsce w alei
bezimiennych marzycieli

7 komentarzy:

  1. Mówisz - bezimienni marzyciele. A ja myślę, że to marzenia są bezimienne. Wśród niepoliczonych miliardów tych, którzy są i tych, którzy byli, każde możliwe i każde niemożliwe marzenie już było, po wielekroć powtarzane w snach i na jawie.
    To my, którzy marzymy nazywamy się po imieniu, my jesteśmy marzyciele imienni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale któż oprócz Boga spamięta imiennie te miliardy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie brzmienie imienia jest ważne, a to, że ono jest.
    Znasz się po imieniu ze swoimi sąsiadami, choć nie znasz ich nazwisk ani imion. Myślisz ona/on - a nie ktoś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Samie - tak myślałem sobie o tym wczoraj przed snem i myślę, że ta racja może kryć się gdzieś pomiędzy. Nigdy nic nie wiadomo... Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm, a wiesz co? Nie bardzo wierzę w prawdę, że leży pośrodku. Coraz częściej i gęściej zauważam ją, jak się kurwi gdzie popadnie. Cała nadzieja w subiektywizmie, a w wierszach szczególnie, bo to w nich prawda bywa jeszcze czysta, jak choćby miłość, subiektywna i prosta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaję Ci rację. I właśnie za ten subiektywizm wchłonąłem w siebie "piątkową" setkę...!!!

    OdpowiedzUsuń