czwartek, 27 kwietnia 2017

Dzień

przyszedłem do domu
z pracy
zjadłem obiad
siedząc na krześle
obok pustego talerza
wpatrzony w cztery ściany
pokoju
poczułem się martwy
setny raz z rzędu

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ooo. Brzmi tak jakbyś szukał ucieczki od lamentu własnej twórczości i od tego, co tkwi w Tobie... ;)

      Usuń
  2. wręcz przeciwnie. wczułem się w położenie podmiotu z twojego wiersza i poczułem przygnębienie bohatera z mojego wiersza... jeszcze nie napisanego. a mógłby zaczynać się tak " przeglądam oferty pracy, znowu umarłem, umieram co jakiś czas...". pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Proza życia...
    Wiesz, ono przecieka przeze mnie jak jakiś rotawirus (nie mam pojęcia, jak się to pisze).
    I tak sobie myślę, że to jakieś kurewskie nieporozumienie - przeze mnie przecieka, jak gówno, a ktoś inny zrobiłby z tego życia pożytek... Ja pierdolę, jak ja mam siebie dosyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to odbieram jako błędne koło...

      Usuń
  4. i znowu wpadlam :) i lubie twoja wiernosc sprawie... smutek wciaz tu gosci... mozna na tobie polegac ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nic zapewne się nie zmieni. I dziękuję bardzo za fajną refleksję. I do póki jestem, to tak będzie...
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń