poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Wszystko wydaje się dzisiaj być tak kurewsko odległe. Nieosiągalne w rozciągłości czasu. Aczkolwiek wiem. Zdaję sobie z tego sprawę, że jeżeli zacisnę powieki na tyle mocno, by poczuć ból w skroniach, mogę być w stanie dogonić ten pieprzony Stachurowski wiatr. Nawet kosztem krwawiących stóp. Sięgam po dwa strzały Tatratea 72% i w drogę...

Ps: Sokratesie, jakże głęboko "zdeprawowałeś" mnie swoimi myślami. Prawdopodobnie do tego stopnia, iż zacząłem myśleć według własnych koncepcji na drodze dedukcji twierdzeń i wniosków...
Ja nadaję rytm koniunkcji!

5 komentarzy:

  1. Nie mam wątpliwości, że Ty i tylko Ty. Żeby komunikacja miała sens, nie ma innej możliwości...

    OdpowiedzUsuń
  2. mozna byc nieszczesliwym az do momentu gdy nie ma odwrotu, a na radosc jest za pozno. wtedy mozna sobie tylko w brode pluc. nie wiem dlaczego, ale tak mi sie skojarzylo czytajac twoj tekst...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio nie wiem na jakich płaszczyznach funkcjonuję. Im bliżej chwilowego wybawienia (znaczy się pobytu w moim rodzinnym mieście), tym bardziej czuję się rozjebany (przepraszam za wyrażenie) przez to co przechodzę tutaj...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wytrwałości i siły życzę.

    OdpowiedzUsuń