Lubię się skryć czasami gdzieś w zakamarkach swoich zakurzonych półek. Macać z nostalgią zastygnięte miedzy książkami i płytami CD zwietrzałe bibeloty i różne pierdoły przeszłości. Uprawiając swój intelektualny masochizm ze łzami w oczach przywołuję ich nabycie. Obracając je w rękach ckliwie wspominam ich teraźniejsze chwile w których były jeszcze żywe w całej swojej szczęśliwości. Lubię spoglądać na to, co z dnia na dzień odchodzi powoli razem ze mną w niepamięć będącą w swoim czasie również zapomnianą...
wtorek, 19 sierpnia 2025
___
czwartek, 24 października 2024
Jeszcze raz o Mieście które...
Od tylu lat przemierzam te same szlaki. Utarte, starte, wytarte jak dziesiątki butów które schodziłem. Znam je na pamięć. Każdy szczegół, detal, drobiazg.
Te które już nie istnieją, widnieją na starych zdjęciach lub w powoli zanikającej pamięci.
Coraz bardziej wyblakłych wspomnieniach. Jestem w stanie odtworzyć każde z nich mimo faktu, iż po niektórych nie pozostał już żaden ślad z wyjątkiem miejsca w którym niegdyś się znajdowały.
Pamięć - Miejsce - Obecność...
...jedyne trzy frazy o Lublinie.
Mieście w którym się urodziłem, dorastałem, wychowałem, ukształciłem.
Mieście w którym żyłem, ale już w nim nie umrę...
Lublin 16.10.20024
środa, 2 października 2024
Październik
I znowu październik. Ileż to było czekać na ten jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku. Nastał. Dość szybko. Nieoczekiwanie. Czas przeszły wyznaczający jego miejsce w kalendarzu przeminął tak jak i dziewięć miesięcy mojego jałowego trwania w codziennej rutynie.
Październik...
... i ja wmalowany w jego pejzaż. Postaram się tego nie spieprzyć i wycisnąć to co najpiękniejsze w moim subiektywnym tego słowa znaczeniu. Coraz trudniej mi to przychodzi. Jednak mam błogą nadzieję (choć wątpię), że uda mi się tego dokonać. Jak nie dla siebie to chociaż dla tych żółkniejących liści, które tak szybko pójdą w niepamięć.
A ja razem z nimi...
niedziela, 29 października 2023
Październik
I tak oto październik jeden z moich najulubieńszych miesięcy dobiega końca.
Minął szybko, wręcz niezauważalnie chciałoby się rzec. Jego intensywne kolory wypłowiały pod wpływem wykonywania mało wartościowych czynności, które notabene są niezbędne do utrzymania tego tak zwanego życiowego poziomu przetrwania.
Szkoda. Ale nawet ta nadchodząca szaruga minie również szybko jak mój ów ulubiony miesiąc.
I narodzi się nowe. I również przejdzie niezauważalnie pod presją codziennych obowiązków.
Czyż nie lepiej byłoby narodzić się na rok, by wszystkimi zmysłami wchłaniać w siebie piękno wszystkich dwunastu miesięcy i rozpłynąć się następnie w czeluściach nieznanego?
Czy może lepiej trwać w tej żałosnej doczesności. Wpatrywać się jak bezmózgi troglodyta w zamknięte pomieszczenia swojego zawodowego życia tylko po to, by za miesiąc wziąć swoje wynagrodzenie za przepływający ci między palcami żywot i zapełnić lodówkę, opłacić rachunki i mieć iluzje wewnętrznego spełnienia wobec Boga, swoich bliskich i własnego sumienia?
poniedziałek, 26 czerwca 2023
Wielkie małe "Nic"
Są piękne krajobrazy. Pejzaże wyciskające łzę z oka, intrygujące nasze zmysły poznawcze.
Miłość jedyna, pielęgnowana mimo niedoskonałości naszej. Jest spokój własnego domostwa, niezależnego, wolnego od piętna kredytu lub innego wiążącego Cię gówna. Jest zdrowie (jako takie), dzięki któremu możesz bez względu na wiek jak młody bóg realizować swoją jedyną egzystencję. Jest wszystko, a jednak kiedy pustka, ta nieokreślona, niezdefiniowana, uporczywie puka do wnętrza Twojego serca zdajesz sobie sprawę, że nie ma Nic.
Nie ma krajobrazów, miłości i radości z własnego kąta.
Nie ma znajomych lub przyjaciół jak kto woli.
Jesteś tylko Ty i to pragnienie niebytu, które z niewytłumaczalnych przyczyn wbrew Twojej woli zadomowiło się u Ciebie i nie chce cię opuścić...
środa, 4 stycznia 2023
Mentalna stagnacja
Wedle niegdyś zasłyszanej sentencji "każdy dzień odbiera nam odrobinę naszego życia" umieram już 45 rok co w przeliczeniu na dni daje mi sumę 16425 chwil egzystencji. Plus te kilka dni lutego.
Jednak po ostatnim wywiadzie z panem Bogusławem Grabowskim, który ukazał się na łamach gazety wyborczej zadaję sobie pytanie czy aby na pewno żyję mimo powolnego procesu umierania?
Otóż pan Grabowski przytoczył bardzo ciekawą myśl:
"Kolejne przeżycie, wyjazd, przygoda nie budzą w nas tylu wrażeń, ile pierwsze. I to na tym polega umieranie, a nie na tym, że przestaje bić serce i wyłącza się mózg. Umiera się wraz z tym, jak coraz mniej nas cieszy."
Nie wiem czy popadam w marazm, rutynę czy bliżej nieokreśloną transcendentalną obojętność. Jednego jestem pewien. Coraz mniej mnie wszystko cieszy i interesuje. To co niegdyś stanowiło dla mnie pole walki, wyzwań, pasji i nowych dążeń, dziś jest już tylko kurzem zalegającym na moich przeszłych przeżyciach i doznaniach. I mimo kolejnego roku nie dostrzegam pozytywnych aspektów, które nakierowałyby mnie na osiągnięcie mentalnej zmiany.
A dni upływają...
piątek, 18 listopada 2022
I nastąpił koniec...
... pewnego odcinka czasu, który od zawsze był i jest mi bliski. Teraz dominuje już aura mżawki i śniegu z deszczem. Błota i chlupiących butów. Książek Ciorana i powieści Bukowskiego.
Nie dzierżę tego okresu ale muszę sobie teraz z nim radzić, aż do połowy lutego. Wtedy to znowu będę z wolna odżywał do czasu rozkwitu budzącego się świata. Tak, by potem jak ten wąż połykający swój własny ogon zgodnie z cyklem pór roku na powrót pogrążyć się w egzystencjalnym marazmie...
I tak w kółko.
środa, 27 lipca 2022
Warstwy przeszłości
Wszystkie przedmioty nieożywione zalegające w moim pokoju na niezliczonej ilości półek pokrywa gruba warstwa kurzu. Podobnie dzieje się również ze mną, siedzącym obojętnie po środku tych wszystkich rzeczy. Zakurzone wnętrze mojej duszy wypełnione jest tylko urywkami przeszłych wspomnień, które mimowolnie wyrwane z pamięci ożywają na krótką chwilę, by móc potem rozpłynąć się w nostalgicznym zapomnieniu.
Powoli dochodzę do przekonania, że wraz z upływem czasu zaczynam sam dla siebie coraz mniej znaczyć.
niedziela, 15 maja 2022
Dobrze jest...
Dobrze jest mieć obie nogi, które mogą prowadzić cię gdziekolwiek zechcesz. Dobrze jest mieć obie ręce, którymi możesz chwytać to co zechcesz. Dobrze jest mieć serce, które bijąc dodaje sił dla rąk i nóg. Dobrze jest mieć oczy, którymi możesz sycić się tym co zebrały ręce i tym gdzie poniosły cię nogi. Dobrze jest też mieć głowę, która na karku spoczywając może dać ci radość z tych wszystkich kończyn, które posiadasz. Dobrze jest mieć to wszystko w jednym miejscu. Dobrze jest dopóki się ma to co się ma. Dobrze jest dopóki czas bezlitosny, nieubłagany zacznie odbierać ci w całości lub stopniowo wszystko to w czym jest ci dobrze i błogo.
sobota, 30 kwietnia 2022
Fenomen powolnego gnicia
Jak łatwo można uśpić w sobie to wszystko co niegdyś miało ponadczasową wartość. Pogrzebać bezpowrotnie wszelkie morale, pokłady wiary i idee stanowiące podwaliny godnej egzystencji. Popaść w marazm nieokreślonej obojętności. Machinalnie wykonując codzienne czynności, wyczekiwać końca...
piątek, 12 listopada 2021
Mentalny Rak
Istnieją rzeczy, sprawy, rozterki, wewnętrzne dywagacje które łatwiej lub trudniej można wybaczyć innym, by później móc spokojnie spać i żmudnie trwać w swojej wyimaginowanej egzystencji. Są też jednak kwestie, których w żaden możliwy sposób nie możesz wybaczyć samemu sobie. Choćbyś nawet góry mógł przesuwać wyciągniętą ręką, będziesz trawiony chybnymi decyzjami, aż wydasz z siebie ostatnie tchnienie. I nie ma na to lekarstwa.
niedziela, 31 października 2021
środa, 6 października 2021
Jednym zdaniem
Kiedy nie ma się już nic do powiedzenia a wszystkie myśli uległy korozji wtedy pozostaje już tylko wpatrywać się w siną dal wyczekując nowego olśnienia umysłu.
piątek, 1 października 2021
I tak oto...
... nastał Październik. Mój ulubiony miesiąc. Czas kolorów, mgły, deszczu, prześwitów słońca i zmieniających się pejzaży. Okres w którym doznaję najintensywniejszego upływu czasu. Przemijanie i dążenie do nieokreślonego będzie mi się jawić przez kolejne 31 dni. Ta refleksja i wewnętrzne rozdarcie towarzyszyć mi będą, aż do listopada. Wtedy powoli, systematycznie pogłębię się w swoim nihilizmie, obojętności i bezradności by potem zniknąć w odmętach zgnilizny i błotnistych przestrzeniach nadchodzącej zimy...
czwartek, 16 września 2021
Czas
Jakże piękną z zarazem brutalnie absurdalną rzeczą jest fakt, iż zaraz po narodzinach następuje powolny proces umierania. Nie potrafimy jeszcze chodzić, mówić, jeść samodzielnie. Ba, nie mamy jeszcze zębów i robimy pod siebie. A już zegar odlicza nam czas do końca egzystencji. I nie podlega żadnej wątpliwości, że ów niewzruszony na wszelkie procesy życiowe CZAS - niszczy wszystko.
sobota, 28 sierpnia 2021
Jest mi dobrze
Siedzę sobie w lesie na moim ulubionym starym pniu. Wokół cisza i spokój. Słychać tylko krople wody spadające z drzew po wieczornym deszczu. Czas chwilowo przestał istnieć. Minuta wydaje się być godziną a godzina dniem. Dzień z kolei wiecznością. A wieczność niewzruszonym lasem na moją obecność. I jest mi dobrze. I jest mi błogo. I jest mi obojętne na wszystko to, co dzieje się poza tym gęstym zielonym królestwem. Do czasu kiedy będę zmuszony je opuścić i wrócić do marazmu mojej znikomej egzystencji.
piątek, 20 sierpnia 2021
Już blisko...
Jesień woła powoli. I chwała jej za to. Białowieskie bociany już odleciały, pozostawiając za sobą puste gniazda. A jeszcze zaledwie pięć dni temu słychać było ten specyficzny klekot ich rozmów. Za kilka kolejnych dni już będę widział tę płowiejącą zieleń na leśnych i przydrożnych drzewach. Nieodwołalny znak zbliżającej się jesieni, choć lato jeszcze. I te mimozy. Czekam niecierpliwie...
Siekiera - Przekwitło Latośroda, 23 czerwca 2021
Osobiste fantasmagorie
A ha! No i w Białowieży mają wyśmienitego jabola. Miód-Lipa za 6.90. Cały literek w plastikowej butelce :)
środa, 16 czerwca 2021
Gdzieś, gdziekolwiek...
piątek, 1 stycznia 2021
31 grudnia w Hotelu
Puste korytarze, ciemność i cisza wypełnia wszystkie piętra. Co najwyżej czerwone diody kamer oraz zielonawe światło spod ewakuacyjnego znaku emanują smętną poświatą pomiędzy zastygłymi drzwiami hotelowych pokoi. Sale bankietowe, które o tej porze wypełniał roztańczony tłum, muzyka, alkohol i zapach serwowanego jedzenia, tkwią teraz w jednostajnej martwocie, oddychając sporadycznie iskrą życia jaką daje im blask ulicznych latarni wdzierający się przez szczeliny opuszczonych zasłon. Dzisiaj nikt się tu nie bawi z wyjątkiem mnie. Samotnie przedzierającego się z latarką przez labirynty wygasłych pomieszczeń pod osłoną nocy niemo witających nowy rok.
PS: Nocna refleksja z kategorii - Jak nie kelnerujesz to stróżujesz :)








