Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne:. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne:. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 października 2023

Buszmeni

Pewne dziewczę z gór strzegące wejścia na Bukowe Berdo dowiedziawszy się że jesteśmy ludźmi z Puszczy Białowieskiej, stwierdziła następująco niczym biblijny mędrzec:
Nic dziwnego, iż was tu przywiało. Kto bowiem z krzaków do krzaków się wyrwał to i z tych krzaków do swoich krzaków wróci!

 

Jest w tym coś urzekającego pomimo faktu, że piękne krajobrazy nie przysłonią nędznej perspektywy bytowania w takich miejscach.

niedziela, 16 maja 2021

Smardz?

 

Znam się na grzybach. Nie tak dokładnie jak profesjonaliści. Jednakże dzisiaj w drodze do pracy, zaraz do wejścia w las ( jak mam to w zwyczaju czynić do szybszego dotarcia na przystanek pseudo-PKSu) zobaczyłem taki okaz. Jeden z wielu wypełniający metr sześcienny. Prawdę mówiąc jest to pierwszy raz, kiedy widzę taki majestatyczny gatunek. Koledzy kucharze z pracy mówią, że to Smardz. Dobry jadalny grzyb. Niestety pod ochroną na terenach leśnych. Lecz nie są tego tacy pewni... (chodzi o jadalność i podobieństwo z mrowia podobnych tworów).


W każdym razie pomijając walory kulinarne, warty był sfotografowania. Robił fantastyczne wrażenie na tle leniwie - chłodno rodzącej się wiosennej aury.

niedziela, 1 listopada 2020

Czas sierści i chaosu

Chodź, Masz, Tutaj, Murza, Rectus, Kazik i Wala. To Kocia wataha, która coraz bardziej wciska swoje pyszczydła w szyby tarasowych okien za którymi czai się ciepło domowego ogniska. Następuje okres migracji: woliera - ogród - dom. Zbliża się czas by jak co roku stać się niewolnikiem sierści na kilka miesięcy. Będzie jak zwykle hucznie, chaotycznie i wesoło. Choć nie neguję małego wkurwu. Tradycyjnie. I tylko Pikselita,"tysiącletnia" głucha i ślepa suczka po przejściach ma wszystko w nosie. Zmieniając miejsce drzemania z sypialnego łoża na salonową sofę i vice versa, z podniesioną głową wywąchuje to, czego nie może ujrzeć i czego nie może usłyszeć. Szczęściara chciałoby się rzec...

niedziela, 13 września 2020

Niefart

Jest to nad wyraz ciekawy przypadek by z jednego zwolnienia lekarskiego przejść automatycznie w drugie. Nie neguję faktu, iż sporą rolę w jego przedłużeniu odegrała moja lekkomyślność i głupota. No ale się stało i muszę teraz nieść zamiast krzyża tę gipsową skorupę uwierającą mnie w kark i pachwiny. Będąc tak usztywniony zaprzepaściłem wiele planów i koncepcji do zrealizowania. Dobrze chociaż, że mogę poruszać rękoma na tyle by przewracać kartki książki i podsunąć sobie kufel piwa pod pysk. Poza tym dzięki mnogiej obfitości owoców ze zdziczałych jabłoni rosnących tuż przy domu, nagminnie suszę jabłka w moim kuchennym zaciszu...

sobota, 4 marca 2017

Odkrywka o zachodzie słońca

Zima odchodzi, więc gleba mięknie. A to niesie za sobą nieodpartą chęć szwendania się z detektorem metali po wszelkich możliwych powierzchniach topograficznych (z wyjątkiem tych w których robisz za dewastatora i szabrownika). Zajęcie nad wyraz relaksujące. Dające możliwość odskoczni od codzienności oraz sprawiające, że czas uzyskuje zupełnie inny wymiar, niż ten który towarzyszy nam każdego dnia w pracy, wlekąc się tak, że z trudem powstrzymujemy chęć zrzygania się. No i ta adrenalina pojawiająca się ilekroć wbijasz saperkę w ziemię ...






piątek, 19 sierpnia 2016

Hajnówka - Białowieża Towarowa

O godzinie siódmej przekroczyłem Nieznany Bór i ruszyłem przed siebie. Droga jaką sobie obrałem miała około 20 kilometrów i była nią nieczynna kolej ciągnąca się z Bielska Podlaskiego przez Dubicze Osoczne, Hajnówkę i kilka małych osad, aż do Białowieży Towarowej. Tam też kończył się tor.


Pogoda sprzyjała wędrówce i nie stanowiło to dla mnie zniechęcenia, że po piętnastu minutach buty bulgotały mi już pod naporem porannej rosy pokrywającej trawy. Cel miałem jeden - iść wzdłuż torów, rozglądając się na boki. Jak zwykle co jest najpiękniejsze przy tego typu wypadach, towarzyszy ci absolutna cisza i spokój.


Występujące zakłócenia mają charakter czysto naturalny. Jak na przykład stado żubrów pod których kopytami trzask łamanych gałęzi wypełniał przestrzeń, lub nagły zryw myszołowa. Moją uwagę przykul dość pokaźny szkielet zwierzęcia. Po długiej szyi mogłem się hipotetycznie domyślić, iż był to jeleń. Choć poroża wokół nie znalazłem.


I mimo monotonii drogi wcale nie było mi nudno. Piękno i doskonałość natury sprawia niezapomniane wrażenia i doznania zasilające na stałe rezerwuar wspomnień.



Po półtorej godzinie marszu doszedłem do Czerlonki, małej wsi będącej niegdyś osadą robotników leśnych. Niegdyś znajdowała się tu piękna stacja kolejowa, która z racji swoich walorów estetycznych i zabytkowych została przeniesiona w 1999 roku do Hajnówki, gdzie służy jako Centrum promocji regionu. Sama Czerlonka swoje lata świetności ma już dawno za sobą.



Oczywiście co jakiś czas swoje zmęczenie musiałem wspomóc kanapką i łykiem wina z dolnej półki.
Ten zwyczaj pozostał mi już z lat studenckich i na stałe wpasował się w moje wędrownicze zwyczaje. Skutkiem ubocznym jest czasami powrót do domu na prostych nogach, ale jak na razie dzielnie sobie z tym radziłem. Całe szczęście, że słońce nie paliło tak mocno w czapę. Dzięki temu można częsciej było przyłożyć szyjkę do ust.



Po dziesiątej minąłem Miejsce Mocy i powoli zbliżałem się do Białowieży. Choć sam tor zatacza lekki łuk omijając centrum wsi. I tu natrafiłem na pierwszy przejaw ludzkiej obecności, który powitał mnie wesołym trajkotaniem: Czy życie panu niemiłe. Bo jak spostrzegłem wbijałem się prosto pod turystyczną drezynę, która na całe szczęście poruszała się z prędkością moich nóg.


Przeżyłem. Pociągnąłem łyk wina i ruszyłem dalej. Prosto oczywiście. Pejzaż nie uległ zmianie od ostatnich godzin. Po obu stronach rozciągała się Puszcza w całej swojej okazałości i potędze.



W swoim wewnętrznym zamyśleniu i błogości, którą przeżywałem nawet nie odnotowałem jak szybko przeciąłem kolejną osadę Grudki, znajdującą się prawie przy pieszym i rowerowym przejściu granicznym z Białorusią. Byłem coraz bliżej celu swej podróży.



Powoli wynurzałem się z leśnych czeluści i podążałem wśród pól i obrzeży Białowieży do ostatniego przystanku.








Białowieża Towarowa, kres wędrówki i mozolny powrót o giętkich nogach do domu. Było pięknie.

środa, 13 lipca 2016

Ocaleni, co się przez nasz dom przewineli *

"Jest je­den as­pekt, pod którym zwierzęta prze­wyższają człowieka - ich łagod­ne, spo­koj­ne cie­sze­nie się chwilą obecną." 

  Arthur Schopenhauer













* Niektórzy pozostali z nami. Inni natomiast znaleźli dobre domy :)

wtorek, 1 marca 2016

ŻubryOnline

Ostatnio dzięki mojej żonie trafiłem na bardzo interesującą stronę: ŻubryOnline.
Jest to dość ciekawy projekt polegający na umieszczeniu kamery internetowej o szerokim i wyraźnym polu widzenia na rozległej polanie umiejscowionej w północnej części Puszczy Białowieskiej należącej do Nadleśnictwa Browsk. Dzięki temu eksperymentowi mamy okazję bez względu na część świata który zamieszkujemy, śledzić życie polany 24 godziny na dobę.
I muszę stwierdzić, że dość dużo się tu dzieje, a najciekawsze momenty uwiecznione są w postaci 32 filmów ukazujących różnorodne akcje z udziałem bohaterów puszczy. Zapraszam wobec tego do śledzenia "co na polanie świszczy" pod linkiem Lasy Państwowe umieszczonym poniżej:



piątek, 12 lutego 2016

Aurea Mediocritas w wersji płynnej


Sam moment przełykania wywołuje pikantne drapanie w gardło i przyprawia o ekstatyczny dreszcz. I nie chodzi tu o jakąś tanią alpagę czy inny specyfik. Taką moc i fantastyczny smak ma w sobie wino Imbirowe. Wygrzebane gdzieś z zakurzonych, kurczących się stopniowo angielskich rarytasów, nieco mocno po terminie (bo ileż można wymagać od takiego rodzaju wina), daje nie lada frajdę dla podniebienia. Jako wielki miłośnik "Ginger Stuff" w jakiejkolwiek postaci tej rośliny, najbardziej upodobałem ją sobie w formie "płynno-winnej". I wielką szkodą jest, że w Polsce w takiej formie jest nie do zdobycia. Przynajmniej tak wynika z moich dotychczasowych półkowych poszukiwań po wszelkiego rodzaju sklepach, marketach i różnych spożywczych lumpeksach. Mam jednak nadzieję, że z duchem czasu ten fantastyczny trunek trafi na półki naszych sklepów. Bo nudną rzeczą jest wybiórcze sięganie po tzw:"imigracyjne" metody w celu jego nabycia. Zdrówko:)

czwartek, 10 września 2015

Białowieża - Pałac

Była końcową stacją łączącą Białowieżę z resztą świata. Od czasu cara Aleksandra III toczyła swój prawie stuletni żywot do roku 1993 w którym to postanowiono ją zamknąć. Przez pewien okres po zamknięciu kursował jeszcze tak zwany szynobus na trasie Hajnówka - Białowieża. Lecz i ten z powodów mało opłacalnych zaniechał dalszego funkcjonowania.
Popadający w ruinę obiekt został rozebrany a na jego miejsce stanęła rekonstrukcja peronu z czasów carskich z roku 1897. Pełni ona tylko rolę atrakcji turystycznej, bowiem ponowne otwarcie kolei jest raczej rzeczą niemożliwą.




środa, 24 czerwca 2015

Chwilowa samowolka

Sam w domu. Błoga cisza. Pies śpi, koty znużone poranną rozpierduchą również śpią .Wszędzie panuje pedantyczny i absolutny spokój, zakłócany tylko dopuszczalnym cykaniem zegara i celtcorem w postaci The Rumjacks. Tak jak lubię. Piwo w kuflu. Książki. Bezcelowa krzątanina po wszystkich kątach domostwa w słodki sposób umila mi mijający czas. Za kilka godzin zacznę filtrować wywar na kwas chlebowy. I pomyśleć, że w życiu piękne są tylko chwile...

środa, 3 czerwca 2015

Gdzie jestem, kiedy mnie nie ma

Ostatnio na jednym z naszych leśnych spacerów odkryliśmy z żoną fantastyczną kryjówkę w zapomnienie. Podążając wzdłuż wąskotorówki postanowiliśmy odbić w prawo i zaszyć się w porośniętej zielenią drodze. Po przebyciu kilkuset metrów zauważyliśmy stojącą na uboczy, wtopioną w majestatyczną zieleń drzew - Ambonę obserwacyjną. Ulokowana w ciekawym miejscu, stabilna konstrukcyjnie stanowi idealny punkt medytacyjny. W środku pomieszczenia w sam raz miejsca z małą ławeczką by można poobserwować zwierzęta, wsłuchać się w ciszę, wypić piwo i poczytać książkę. I co najważniejsze oddalona od naszego domu o przysłowiowe dwa machnięcia pługiem:)



sobota, 11 kwietnia 2015

_____

Istnieją rzeczy, które mogą zaczekać a nawet przeminąć w swojej nieistotności. Są chwile, które mimo swojej istoty, można przeboleć nie odnosząc większych strat wpisanych w naszą stanowczość. Ale istnieją także momenty w których nie ma możliwości odparcia wewnętrznego pędu do ich realizacji. Dlatego jestem zmuszony. Jestem to winien wobec pewnych miejsc, wspomnień, doznań, a przede wszystkim przymierza zawartego między mną a ''wściekłymi kłami poezji''. Muszę to zrobić nie licząc się z ulotnymi kosztami wpisanymi w naszą materialną naturę...

sobota, 20 grudnia 2014

W kolejce ...


Lublin. Mała piekarnia "Halina" ulokowana pomiędzy obskurnym dworcem PKS, a równie obskurnym bazarem. Teren bez wątpienia szemrany jednakże posiadający swój egzotyczny urok i klimat. Pulsujące kłębowisko tupotu setek nóg, krzyków, rozmów, przepychanek i bijatyk. Zwięzła panorama tego fragmentu miasta.
Zanim kupisz tu dobre pieczywo a wybór jest naprawdę fantastyczny i niezbyt drogi, musisz wpierw wystać swoje. To znaczy zająć miejsce w kolejce nieraz bez licha dalekiej od drzwi wejściowych. Proces planowanego zakupu przypomina obraz prześlizgiwanie się węża z jednej dziury do drugiej. Z racji małego pomieszczenia wchodzisz jednymi drzwiami a wychodzisz drugimi znajdującymi się zaledwie półtora metra od pierwszych. Wszystko gęsiego. Twoje cierpliwe wyczekiwanie w każdej chwili może zostać zakłócone przez natrętną i upierdliwą cygankę pragnącą z całych sił przepowiedzieć ci twoją świetlaną przyszłość. Moment osiągnięcia celu, czyli chwila w której z radością dzierżysz w dłoni lub reklamówce obfitą bułę ze szpinakiem, kapustą, soczewicą lub mega pizzą-cebularzem zmienia postać rzeczy. Teraz nic tylko ruszyć z buta przed siebie i dać się pochłonąć urokom miasta. Dobrze jest mieć w takim momencie butelkę taniego wina w plecaku, gdyż podróż staje się wtedy bardziej płynna i zmniejsza się ryzyko zadławienia;)

czwartek, 25 września 2014

Dzik-usy

Pod osłoną nocy całymi stadami ryją gdzie się tylko da. Pozostawiając po sobie spustoszenie przeoranych miejsc, tuż przed wschodem słońca nikną w gęstych głębinach lasu.




Miejscowi powiadają, że to znak iż zima tego roku będzie sroga i nieustępliwa. Inni zaś nie zważając na przesądy i przepowiednie przeklinają siebie w duchu za brak płotu na podwórzu.