Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filozofia:. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filozofia:. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2016

Człowiek to brzmi durnie - kontynuacja zapomnianej historii ...


Na któreś tam setnej stronie książki Swietłany Aleksijewicz "Czasy Secondhand - Koniec czerwonego człowieka" - wyczytałem migawkę wspomnień kobiety, która twierdzi, iż w całym stworzeniu Boga, najbardziej udały mu się tylko rośliny i drzewa. Nie trzeba mi było głębszej refleksji nad powyższym stwierdzeniem, by absolutnie zgodzić się z anonimową bohaterką reportażu. Samo pojęcie człowieka budzi we mnie immanentne obrzydzenie i wstręt, włączając w to swoje własne istnienie. Od czasu ukończenia studiów filozoficznych, idea człowieka jawi mi się jako abstrakcyjne pojęcie zwierzęcia uzurpującego sobie władzę nad wszechświatem, bez jakichkolwiek konsekwencji, włączając w to jego własną eksterminację ( po co, dlaczego ???). Istota dzikiego chama ewoluująca na przestrzeni tysiącleci wyrosła na materialistycznego gbura, zagubionego w swojej wolnej woli w zawiłych zakamarkach historii. Egzystencjalny relatywizm funkcjonujący w jego mózgu, sieje tylko zniszczenie i wypaczenie pierwotnie istniejących wartości, stanowiących niegdyś obiektywne absolutum. Chylę czoła znudzeniu, obojętności i podwalinom nihilizmu...

PS: Jednakże wierny stwierdzeniu Arystotelesa, głoszącemu iż człowiek uderzając innego człowieka przestaje być człowiekiem, przejawiam w sobie minimalną empatię do gatunku którego jestem elementem.

wtorek, 18 marca 2014

"Wszystko to marność i pogoń za wiatrem"

Dziś ponownie zadałem sobie pytanie, które z racji upływu czasu zostało niezauważalnie (czyżby apogeum chwilowego szczęścia...? he,he) pokryte grubą warstwą kurzu i momentami zapomnienia. Mianowicie: Jaki jest sens tego wszystkiego?
Jaki jest sens ciągłości i wykluczania się poszczególnych zdarzeń, doznawania i dokonywania wnikliwych analiz zachodzących zjawisk, przeżywanych chwil, tkwiącej w nas emocjonalnej introspekcji? Jaki jest sens jednostki lub ogółu poddawanego pod wytyczone paragrafy funkcjonowania społeczeństw, wspólnot, grup itp. jałowych wytworów ludzkiej aktywności?
Odpowiedzi na te pytania będzie zapewne tyle, ile jednostek ludzkich stąpa po ziemi wraz z ich relatywną hierarchią wartości zakodowaną od zarania dziejów w trzewiach.
Pies, rodzina, dzieci, samochód, praca, pomoc potrzebującym, polityka, religia, bogactwo, sława, kolekcjonowanie znaczków lub motyli, misje, powołania, władza - to tylko kilka z niekończącej się listy natręctw jakie mają nadać człowiekowi poczucie sensu.
Dla mnie z wyjątkiem i tak często poddawanych pod wątpliwość zagadnień z pogranicza teologii i usypiającej funkcjonowanie rozumu - wiary w Byt absolutny, (jakże paradoksalny w zetknięciu z tym, co siedzi wewnątrz mnie) sens jest żaden. Ten świat nie ma żadnej przyszłości, żadnej perspektywy mogącej nadać mu rangę niepodważalnej wartości. I tylko przysłowiowa grawitacja trzymająca mnie na ziemi sprawia, iż od czasu do czasu płatam sobie groteskowe figle w postaci wyżej opisanych wynaturzeń.

wtorek, 4 lutego 2014

O tempora! O mores!

Filozofia umiera - czytałem ostatnio. Na uniwersytetach, w szkołach licealnych, gimnazjach, podstawówkach, żłobkach, poczętych płodach... Jej miejsce zajmuje z wolna wyjałowiona pustka podporządkowana biegowi świata. Występując pod postacią iluzjonistycznych kierunków ma na celu przekształcenie zdolności wolnego myślenia w wyrafinowaną strategię prowadzenia bezlitosnego biznesu. Wzbogacającego zamiast umysłu - zawartość portfela. Niby nic w tym złego, ale jaka szkoda dla wizerunku człowieczeństwa kształtowanego od setek lat...

czwartek, 4 kwietnia 2013

Przebłyski

Platon powiada, że źródłem filozofii jest zdumienie...
Zdziwienie jest bodźcem poznania u Arystotelesa...
Dziwiąc się uświadamiam sobie swoją niewiedzę...
Filozofując, budzę się jakby z potrzeb życiowych...


                                                                Karl Jaspers "Źródła filozofii" - odczyty radiowe


Chwilami ogarnia mnie specyficzne w swojej formie drążenie zagadnienia "zdziwienia bądź zdumienia", wychodzące daleko poza moją racjonalną świadomość opartą na standardowym pojęciu pięciu ludzkich zmysłów, że pewne rzeczy które wykonuję w chwili obecnej przejdą do historii  trwając w niej latami, być może całymi dekadami. Będą one istnieć w wymiarze czasu i wydarzeń, w których Ja jako ich "Wielki budowniczy" dawno już nie będę miał na nie jakiegokolwiek wpływu, choćby najmniejszej iskierki ulatującej w niebyt jaźni.

piątek, 17 lutego 2012

Jak odnieść się do "absolutu" w świecie materii, gdzie wszystko płynie, ulegając nieustannie relatywnym zmianom, zapędom, przekształceniom? Jak odszukać "kwintesencję" w tym złudnym dążeniu do doskonałości?

czwartek, 18 sierpnia 2011

Schnące źródła poznania

Rozglądając się dookoła siebie, wchłaniając wszelkie zachodzące zmiany, coraz bardziej nabieram przekonania, że czasy arystotelesowskiego "zdumienia" lub jasperowskiego "przebudzenia" bezpowrotnie minęły. Rozpłynęły się we mgle powierzchowności wnikania w istotę rzeczy opartą już tylko fundamencie, którego trzon stanowi tzw: gdybanie do pustego wiadra.

piątek, 27 maja 2011

Z okresu sprzed ...

Niedostrzegalna narządem wzroku, wymykająca się wszelkiej empirii - pustka. Nieskazitelna, wyśniona znikąd - nicość. Pozbawiona plam, kształtów, definicji, ruchu i wagi. Bez początku i końca. Nie dająca się określić, opisać, okiełzać, wbić w pojęcie. Bezkształtna, nienamacalna, nieogarnięta myślą. "Niesprecyzowalność" nie posiadająca immanentnego jak i transcendentnego miejsca w słowniku obu półkul mózgowych. Cała wiedza, doświadczenie istot rozumnych kończy się na suchym operowaniu tymi dwoma słowami. Poza nimi kończy się świadomość i zaczyna nieokreśloność pozbawiona znaczeń, nazw i wymiarów. Niegdyś miejsce każdego z nas, do czasu uformowania i brutalnego wyplucia z matczynego łona.
Pewne chwile, momenty zakorzenione głęboko w moim umyślę, traktuję jako fazy niekończącego się snu. Stanowią one przedsionek do nieokreśloności w ujęciu ludzkim. Bo tylko tak mogę sprecyzować i nadać pewien szkic temu, co jawi się jako dziedzina nieogarnięta myślą. Jakieś wewnętrzne "na pozór" spełnienie, graniczące z obłędną tęsknotą i pustką. Wszystko to zaś, sprowadza się już do utartych słów, znaczeń i określeń. Natomiast sam fakt przeszłego uczestnictwa w danym momencie, przechodzi samoczynnie w sferę nieistnienia. Niemożności powrotu w tej samej formie, w jakiej jawił się w chwili namacalnej realizacji. Pozostaje więc jedynie "idea" w postaci słowa. Ale próżno w niej szukać wypełnienia, skoro kwintesencja uległa wyparowaniu.

Prowadząc swoje wywody, nie szukam zrozumienia problematyki u innych. Nawet nie próbuję. Wszystko to jest wyłącznie i tylko mój wewnętrzny monolog. Monolog człowieka zaistniałego. Niosącego na swoich plecach, przybity pradawnym gwoździem znak zapytania.


Rasalhague - Communication Depravity

sobota, 9 kwietnia 2011

Kluczenie

"Wszystko, co tylko istnieje, rodzi się bez powodu, rozmnaża się w wyniku słabości i umiera przez przypadek. Odchyliłem się w fotelu i zamknąłem oczy. Postrzeżone obrazy natychmiast drgnęły i wypełniły mój umysł wizją egzystencji:
Egzystencja jest pełnią, której człowiek nigdy nie będzie mógł porzucić... Wiedziałem, że jest to świat, nagi świat znienacka objawiający siebie, i zapałałem wściekłością na ten wielki, absurdalny byt. "


Jean-Paul Sartre - Nausea


Skoro wszystko zmierza donikąd, kończy się w martwym punkcie na różnych stadiach rozwoju nie uzyskując odpowiedniej satysfakcji ze strony pytajników (jeżeli chodzi o człowieka) lub w zupełnym milczeniu jak usychający kwiat na łące bądź puste w swoim nieświadomym jestestwie wypełnionym jedynie instynktem dogorywające zwierzę na skraju lasu - to czy nie lepiej dla nas (jako istot rozumnych) postawić tę kropkę nad "i" tu, teraz, natychmiast. Zaoszczędzając sobie tym samym całej tej reszty wysublimowanych złudzeń. Osiadając na nihilistycznej mieliźnie, oddać się rozkoszy nierobienia "nic" i w oczekiwaniu na pusty rozdział końcowy przelewać z pustego w próżne bez okazywania zbędnej emocjonalności i zaangażowania.

piątek, 11 marca 2011

To jak łatanie dziur powietrzem

"Dla zwierzęcia życie jest wszystkim, dla człowieka - znakiem zapytania. A ten pytajnik jednocześnie kończy zdanie, jako że dotychczas człowiek nie otrzymał żadnej odpowiedzi na swoje pytania. I nigdy jej nie otrzyma, gdyż życie nie tylko nie ma żadnego sensu, ale i mieć go nie może."
E. Cioran

Zauważyłem, że większość czasu spędzam na wewnętrznych rozterkach i dywagacjach z zakresu dualizmu wyznawanych wartości. Dosyć trudno jest pogodzić sferę ducha (o ile takowa w ogóle istnieje) z ogólnie postrzeganą rzeczywistością, w której nie odnajduje się choćby krzty sensu.
Wzorzec nietzscheański w perspektywie wzorca chrześcijańskiego wydaje się być nie do pogodzenia. Jawi się on jako wieczny konflikt wykluczających się założeń. A cóż dopiero począć jeżeli nie dostrzega się istoty w obu tych przypadkach?!
Nie pozostaje nic innego jak szeroko pojmowana pustka myśli, zmierzająca swoją kruchą i wątpliwą drogą wprost w nihilistyczne ramiona nieujarzmionej nicości. Po trzykroć biada!!!

Wyżej przedstawiony zarys rozmyślań stanowi jakby hipotezę tego, z czym przychodzi mi się od czasu do czasu zmierzać w skali boleśnie natężonej. Nie ma w niej jednakże stuprocentowego pewnika. Jego brak natomiast powoduje, iż w całym tym natłoku rozważań i myśli, tkwię gdzieś głęboko pośrodku próbując określić swój gorąco-letnio-zimny całokształt istnienia. I naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się osiągnąć poziom zdefiniowania wykraczający poza poznanie a priori vs a posteriori.

Pocieszenia można by szukać w ontologicznym dowodzie na istnienie Boga (lub siły wyższej dla co poniektórych) Anzelma z Canterbury (jednak dopracowanie tego założenia przez Kartezjusza jawi się być bardziej klarownym) . Choć i to wydaje się być czasem jak łatanie dziur powietrzem.

poniedziałek, 18 października 2010

Mrowienie wewnętrzne


Puste miejsca, niegdyś tak tętniące życiem i obecnością istot rozumnych. Teraz jak porzucone obiekty kultu, stają się ofiarami powolnej erozji zapomnienia. Rdza przeszłych doznań wdziera się w zakamarki przyszłych dociekań. Czyniąc podświadomą obawę jutra, zamęt działania, niepewność w zdolności planowania i zarządzania obiektami namacalnymi jak i irracjonalnymi pojęciami idei wprost ze świata marzeń i sennych abstrakcji.
Myśl o tym, że nieuchwytnym sprawcą stojącym za zagadnieniem wszelkiej "wszelakości" jest "relatywizm" i jego nieugięty towarzysz "względność", sprawia iż sucha łza zwątpienia iskrzy się w zdezorientowanych oczach.

wtorek, 14 września 2010

Względność odniesienia

Siedzę na tarasie zawieszonym na skraju urwiska do którego prowadzi tylko jedna droga. Z dala daje się widzieć tę cholerną jaskinię Platona. Omijam ją szerokim łukiem. Piję kawę, każdy jej łyk zagryzam kostką brązowego cukru. Palę nieistniejące papierosy i rozmyślam nad niepojętością pewnych zjawisk, których dynamika rozwoju spędza mi sen z powiek. Nieumiejętność postrzegania wszystkiego, w taki sposób w jaki jawi się on dla naszych oczu, zawsze prowadzić będzie nas do zadawania pytań retorycznych.

Ps: Czuję się tak kurewsko przeterminowany, że nawet nie chce mi się nabierać w płuca powietrza. Nie wspomnę już o konieczności jego wydalania... Cioran zapewne pochwaliłby mnie za taką postawę, nazywając ją życiem pełną piersią.

niedziela, 2 maja 2010

Konfrontacja

Ostatnimi czasy dokonałem przekładu własnego "Ja" na płaszczyznę filozoficznego zmagania się z samym sobą. Ogólny obraz przedsięwzięcia jest dość wybiórczy, gdyż opiera się tylko o wybranych myślicieli czy też poszczególne szkoły, których rola w historii filozofii jest jednakże bardzo istotna. Popełniając owe porównania, na nowo ogarnęła mnie niemoc zmieszana razem z egzystencjalnym rozdarciem, przyobleczona widmem chaosu i niedoskonałości.
  • zazdrość oraz stan złości wynikający z braku biernego w swoim niewzruszeniu - przyjmowania losu, jakby to sobie życzyli Stoicy.
  • Kierkegaardowskie brzemię duchowego rozdarcia, podpartego nieustanną wspinaczką do góry w obliczu własnych słabości i wiecznych wątpliwości zrzuca mnie bezpardonowo na dół, w chwili gdy obecność Absolutu staje się w końcu przejrzysta. Ponownie staczam się niczym Syzyfowy kamień.
  • Heglowskie pogodzenie się z samym sobą jako elementem zanurzonym w rzece dziejów? To przerasta całokształt moich zdolności (samo)afirmacyjnych.
  • Podążać Stirnerowskim szlakiem opartym na bezinteresownym egoizmie, dążącym w swojej zaciekłości do siania destrukcji w kontaktach międzyludzkich - brzmi interesująco. Zwłaszcza w oparciu własnych racji i działań na Nicości, która nie wiedzieć czemu jest mi bliska. Jednakże za głęboko już tkwię w tych podłych strukturach tworzących społeczeństwa, bym bezgranicznie zaczął troszczyć się o Siebie kosztem innych.
  • Marks nadal teorii doskonałość. Mały element pocieszenia, reszta przełożona na płaszczyznę praktyczną to tylko synteza łez i podziałów. Nie ma sensu się powtarzać, choć mawiają, że historia to lubi.
  • Schopenhauer zbyt bolesny. To co stanowi podstawę mojego zewnętrznego wyobrażenia na temat świata, staje się wewnętrznym koszmarem z chwilą, gdy zaczyna zadawać rany kłute nadające cierpieniu wymiar rzeczywisty i realny.
Kompletna porażka, do ziemi przybijająca klęska. O nieszczęsny Ja. Nie pozostaje mi nic innego jak w całym tym patosie, filozoficznym żargonie przyjąć opcję ostateczną - Nietzscheańską.
Spoglądam na Siebie ze wszystkich możliwych kierunków, dostępnych stron i dochodzę do wniosku, że jestem niczym więcej jak tylko "tym, co przezwyciężone być powinno."


"Upadek Woli Mocy"

**Sistrenatus - Just Like A Dream**

poniedziałek, 1 lutego 2010

Nawrót

Wyobrażenie 'nieistnienia' pokrzepia mnie czasami, podczas monotonnego klepania istoty bytu na tej ziemi. W chwilach mojej egzystencjalnej rozpaczy, zamykam oczy i przywodząc na myśl niektóre z filozoficznych koncepcji George'a Barkeleya, wedle których istnieje tylko to, co w danej chwili postrzegam (esse = percipi, czyli Być = być postrzeganym) - znikam... dla siebie samego i całej tej obłąkańczej rzeczywistości.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Usterka jaźni - Kolizja percepcji

Dotychczas myślałem, że moje pojęcie "dwuznaczności czasu", występuje tylko w trakcie pisania poezji. Od kilku dni mam jednak wrażenie, że owe zjawisko zaczęło towarzyszyć mi w rzeczywistości. W realnym doświadczaniu utkanej z łańcucha przyczynowo-skutkowego, codzienności. Wszystko co robię, czego jestem świadkiem, jawi mi się jako ogólnodostępne zjawiska odklejone poniekąd od realnego czasu. Występują w normalnej kolejności zdarzeń, z tą jednakże różnicą że obok. Pomimo faktu , iż znajduję się w samym centrum obrotu spraw. Istny kołowrót wymiarów. Znajduję się poza tym, w czym aktualnie biorą udział wszystkie moje zmysły. Zupełnie normalnie, z zachowaniem całkowitej świadomości. Bez żadnych prób transcendentalnego odurzania się.

piątek, 20 listopada 2009

Myślę więc jestem... i na tym koniec

Przeciążenie szarych komórek tzw; splot myślowy - powstaje wówczas, gdy poświęcamy na dumanie zbyt wiele czasu. Przy czym ów potencjał nie zostaje z racji intensywności swojego przeciążenia, w żaden sposób przełożony na płaszczyznę praktyczną. Mającą na celu nadać konkretny szkic owym koncepcjom myślowym. Ot taki filozoficzny supeł przypadłości człowieka niezdecydowanego lub rozkojarzonego w swojej melancholii.

poniedziałek, 5 października 2009

Jak kwaskiem cytrynowym w oko

Ilekroć odpowiadam na pytanie dotyczące mojego zawodu wyuczonego, spostrzegam prawie zawsze nutkę zaskoczenia, zdziwienia a czasem wręcz rąbek drwiącego uśmiechu. Co sprawia, że widzę myślami jak automatycznie bez większej refleksji, ląduje na tej samej półce co różdżkarze, jasno-widzowie, zaklinacze węży, świętej pamięci nauczyciele ZPT i wszelkiej maści ezoteryczni szarlatani.

Ogólny zarys sytuacyjny wygląda mniej więcej tak:

Akcja:

- Jaki jest pański zawód wyuczony?
- Jestem filozofem.

Dostępne wersje reakcji:

aaa; ach; aha; taak; no i; w porządku; no ale poważnie; to coś takiego istnieje? Myślałem, że jest to tylko pewien rodzaj dodatkowego zainteresowania. Wie pan takie hobby; musi być panu ciężko; o znam Spinozę. On był filozofem, lecz już nie żyje; a to ciekawe; oryginalny zawód; da się z tego wyżyć?; Ecce Homo itd.itd...

Jak widać umiłowanie mądrości nadal budzi wokół nas pewne kontrowersje zachowawcze. Więc zapewne jakiś plus tego przedsięwzięcia wciąż łechcę "arche" w stopę. Dobra nasza. Homo sum, humani nil a me alienum puto.


PS: Ostatnio miałem wizję Platona i Arystotelesa podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Platon zobaczywszy co się święci, natychmiast prysnął z powrotem do jaskini. Tam skulony zastygł w swoim micie. Odnośnie Arystotelesa, prowadzący od razu pokiwał przecząco głową na widok jego metafizycznego CV. Biedak z miejsca odpadł. Mimo, iż był jedynym kandydatem podczas rekrutacji. Za przyczynę podano mu zbyt słabe a wręcz zerowe operowanie wiedzą z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi. Kompletna nieznajomość pakietu office. Nie zrozumiał ponadto kwestii kreowania wizerunku publicznego młodych przedsiębiorców. To z kolei w oczach przeprowadzającego rozmowę, mogłoby wypaść niekorzystnie a wręcz destruktywnie na rozwój kapitału dobrze prosperującej spółki. Na nic zdały się próby przedstawienia logicznego wyprowadzania stanu faktycznego z jego przyczyn. Natomiast teorie dedukcji i indukcji nie znalazły zadowalającego potwierdzenia w statystykach. A to pech!!!

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Nihil Novi

Tabula Rasa - przypadłość dana człowiekowi zaraz po urodzeniu wg. koncepcji Arystotelesa. Polegająca na stopniowym zapisywaniu pustej tablicy jaką jest ludzki umysł, przez rozmaite czynności poznawcze. Zarówno empiryczne jak i racjonalne. (Choć odnośnie racjonalizmu od zawsze toczyła się filozoficzna batalia. Większość chyliła czoła doświadczeniu, bez którego owa tablica czyli umysł nie może zostać zapisana.) W ten oto sposób kreujemy nasze człowieczeństwo.
Coraz bliżej dna - osobista koncepcja, stwierdzająca subiektywny fakt, iż kończy nam się kreda zapisująca to, czego w ogóle być nie powinno, włączając w to ową feralną tablicę.

czwartek, 6 listopada 2008

Poza światem empirii

Między różnorodnymi dźwiękami wypluwanymi codziennie przez naszą cywilizację tworzącymi mimo chaosu jednolitą całość utworu, strzępy wspomnień oraz zarysy planów na przyszłość przybierają formę szkicu daleko odbiegającego od podstawowych standardów życia doczesnego. To podróż między abstrakcjami widzianymi z lotu ptaka, gdzie gwiazdy będące w fazie niezmiennego niemal spoczynku w swojej martwocie, mienią się teraz niczym innym, jak tylko małymi kolorowymi piłeczkami cyrkowymi służącymi do żonglowania. Przestrzenie pomiędzy tymi piłeczkami to obszary potencjalnych zasobów twórczych, niewyczerpanych obrazów i wizji, gdzie pojęcie "ratio" zostaje w swoim oszronionym znaczeniu przykryte delikatnie płatkami śniegu, których strukturę spadania postrzegamy bezbłędnie od tej wewnętrznej wiecznie nieznanej strony. Mimo, iż istnieje tyle wzorów.

środa, 23 lipca 2008

Kamień Filozoficzny nie do zgryzienia

A może trzeba było pozostać nam w tej Jaskini i nigdy, przenigdy z niej nie wychodzić? Potykając się jedynie o nasze niczego nieświadome 'cienie', toczyć swój płytki żywot pozbawiony pytania o "arche", w blasku tylko wizualnie dostępnego ogniska do którego nigdy, przenigdy nie powinniśmy się zbliżać. Tak aby harmonia 'naszych cieni' nie została zakłócona przez zbędne rozświetlenie samo destrukcyjnego poznania, jednocześnie nadając sens wszystkiemu dookoła i obdarowując nas możliwością obrotu naszych głów o pełne 180 stopni.

środa, 4 czerwca 2008

Stara Myśl

Śmierć jest nieodłącznym motywem mojego życia. Jest jakby jego kontynuacją bez możliwości powrotu do jego poprzedniego stanu, który w miarę upływu czasu staje się coraz bardziej nużący, pozbawiony treści, przygnieciony ciężarem egoizmów. Ciągły napływ nowych doznań egzystencjalnych sprawia, że coraz bardziej śni mi się przekroczenie tej granicy między życiem a dalszym życiem.

=Ja=


(Moja stara myśl umieszczona na pierwszej stronie mojej pracy magisterskiej oraz zapisana jako pewnego rodzaju "intro", również na pierwszej stronie tomiku wierszy Sylwii Plath "Godziny nad ranem", który ostatnio czytałem po raz setny.)