Kubek
Na półce z nowymi naczyniami
stał z boku stary kubek obdrapany.
Pamiętam. Bo był tam na pewno między nami
- w zadumie oblegającymi kuchenny stół.
Towarzyszył swoją cichą obecnością,
choć wyglądał na doszczętnie zrujnowany.
On widział o wiele więcej niż my.
Niejedno przeszedł w podróży swej.
A teraz stoi samotny wśród nas
- w zadumie oblegającymi kuchenny stół.
Obnażając swoje ucho pęknięte,
wyszczerbioną namiastkę uśmiechu
w głębi łkającego o litość.
Jego czas dobiegał końca.
I on dobrze o tym wiedział,
że zostanie wyrzucony.
Rozbity i przez śmiecie splugawiony...
- A przecież tyle widział.
Lublin 1998
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z pożółkłej karty:. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z pożółkłej karty:. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 października 2012
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Z pożółkłej karty IX
Na przekór
Lubię słuchać śpiewu ptaków o północy,
przyglądać się drzewom zielonym w zimie.
W głębokim śnie udać się do pracy
stojąc, wędrować po niewidzialnej krainie.
Lubię jeść kolację przy blasku poranka,
ignorując cykanie zepsutego zegarka.
Kładąc się do łóżka we wtorkowe południe
mruczę sobie pod nosem:
- żyć na przekór jest tak cudnie!
Lubię słuchać śpiewu ptaków o północy,
przyglądać się drzewom zielonym w zimie.
W głębokim śnie udać się do pracy
stojąc, wędrować po niewidzialnej krainie.
Lubię jeść kolację przy blasku poranka,
ignorując cykanie zepsutego zegarka.
Kładąc się do łóżka we wtorkowe południe
mruczę sobie pod nosem:
- żyć na przekór jest tak cudnie!
Lublin 1996
czwartek, 1 września 2011
Z pożółkłej karty VIII
***
kiedy siedzę w moim pokoju
czasami słyszę za oknem bicie dzwonu
ktoś znowu odszedł
ktoś płacze
żałoba
Lublin 1996
Jeden z moich pierwszych wierszy. Właściwie co do dokładności chronologicznej to drugi. Zrodził się z refleksji jaką niosło za sobą echo bicia dzwonów z pobliskiego cmentarza, na który to właśnie wychodziły okna naszego mieszkania w bloku na ósmym piętrze.
środa, 31 sierpnia 2011
Z pożółkłej karty VII
Żale
Nie sztuką jest Panie i Panowie
zrobić coś by wszyscy to chwalili.
Podziwiając zewnętrzne oblicza ludzi
baczcie więc byście się nie sparzyli.
Gdyż wielu już było takich
co w rozczarowaniu uschli.
Pogrążeni w smutku porażki
zwątpienie odziedziczyli.
Dlatego nie otwartych oczu
lecz głosu serca szukaj.
Byś mógł uniknąć w życiu
wielu zranień swego ducha.
Nie sztuką jest Panie i Panowie
zrobić coś by wszyscy to chwalili.
Podziwiając zewnętrzne oblicza ludzi
baczcie więc byście się nie sparzyli.
Gdyż wielu już było takich
co w rozczarowaniu uschli.
Pogrążeni w smutku porażki
zwątpienie odziedziczyli.
Dlatego nie otwartych oczu
lecz głosu serca szukaj.
Byś mógł uniknąć w życiu
wielu zranień swego ducha.
Lublin-Londyn 1996-2011
środa, 24 marca 2010
Z pożółkłej karty VI
Wiersze mówione
lub
(krótkie listy)
(krótkie listy)
Wiesz,
wczoraj wieczorem,
na pustym chodniku
w cieniu blokowisk
przy bezchmurnym niebie,
próbowałem stworzyć Twoją twarz
z gwiazd świecących
od dawien dawna.
I wiesz co,
wyszła piękna postać
i choć z gwiazd utkana
tak odległych
to jednak tak bliska
sercu memu.
Poczułem wtedy
Twoją obecność
i dobrze mi było.
Taki sen wieczorem śniłem
w obecności zapachu
perfum kobiety,
o długich włosach
jak złoty wodospad
orzeźwiający moją twarz.
I w tym rozmarzeniu
nagle podeszłaś do mnie
i otarłaś łzę tęsknoty
z moich oczu.
Bym mógł już zasnąć
bez obaw i lęku.
A dzisiaj byłaś
ze mną na mieście.
Mijając ludzi owładniętych
manią szybkiego kroku
rozmawialiśmy o miłości.
Dałaś mi kwiat nadziei,
kiedy odchodziłaś
bym pamiętał,
że jesteś przez cały czas.
Co byś powiedziała
na mały uścisk dłoni
i wspólną kawę przy drodze.
Gdzieś wczesnym wieczorem,
oświetleni reflektorami
mijających nas aut
spacerowalibyśmy sobie
drogą naszego życia.
Dzisiaj przez cały dzień
nosiłem Cię w koszu
pełnym świeżych kwiatów i owoców.
I tak przez cały czas
ucztowaliśmy razem
jak w rajskim ogrodzie.
Wieczorem, gdy usypiałem
woń kosza unosiła się w pokoju.
Zasnąłem.
Świadomość Twojej miłości
pozwoliła mi, bym przeżył
te godziny bez nadmiernego
wnikania w istotę "sensu".
"Sens" cóż to za słowo?
Wystarczy tylko wsunąć delikatnie
między każdą jego literę
rysujący się się kształt Twojej postaci
by uzyskać pełnię.
Tęsknota dała mi
dzisiaj we znaki.
O jakże pragnąłem
Twojego dotyku.
Choćby spojrzenia
jednego.
Mój smutek znikł
w głębinach Twoich oczu
zerkających
na mnie ze zdjęcia.
Tak jak ten tydzień,
tak i pozostałe są razem z Tobą.
Wraz z przesuwaniem się
wskazówek zegara na ścianie
moje Kocham zmierza ku Tobie.
Elizie - bohaterce tego tomiku
2001
niedziela, 19 lipca 2009
Z pożółkłej karty V
Sierota
Czy ktoś widział tę dziewczynkę
przechodzącą dzisiaj rano
ulicami zapomnienia?
Była mała, piegowata
miała długie rude włosy.
Uśmiechem witała ptaki
pluskające się w wodzie.
Ściskała w ręku liść pożółkły.
Ktoś powiedział,
że poszła drogą z piasku...
W stronę słońca.
Czy ktoś widział tę dziewczynkę,
której ślady drobnych stóp w piasku
zatarł deszcz?
Lublin-Londyn
1998-2009
Czy ktoś widział tę dziewczynkę
przechodzącą dzisiaj rano
ulicami zapomnienia?
Była mała, piegowata
miała długie rude włosy.
Uśmiechem witała ptaki
pluskające się w wodzie.
Ściskała w ręku liść pożółkły.
Ktoś powiedział,
że poszła drogą z piasku...
W stronę słońca.
Czy ktoś widział tę dziewczynkę,
której ślady drobnych stóp w piasku
zatarł deszcz?
Lublin-Londyn
1998-2009
czwartek, 11 czerwca 2009
Z pożółkłej karty IV
Poemat o Braku (czyli 14 odsłon niedostatku)
Brakuje mi słońca co razi
piasku pod stopami twymi
co nigdy nie mogłem zliczyć
tak dużo było tych ziaren
Brakuje mi tego
choć nie wiem jak na długo
Brakuje mi tego czego inni
nie mają
tęcz kolorowych
śmieci zatroskanych
miotanych bezlitośnie
przez wiatr po ulicach.
Świateł latarni
i jeszcze czegoś ...
lecz trudno mi to określić
Brakuje mi tego czego
niegdyś mi nie brakowało
miłości do Boga i bliźniego
brakuje mi jej bardzo
bardzo mi jej brakuje
dlatego chcę ją odszukać
bo wciąż mi brakuje jej
Brakuje mi tchnienia
gór nieboskłonów
skrzydła ptaka lotek czarnych
z których zbudować skrzydła
bym chciał
Brakuje mi lotu pod i nad
słońcem
A chciałbym
Brakuje mi kartek pocztowych
co kiedyś od przyjaciół
w skrzynce były
i jeszcze wędrówek dalekich
wolnych od trosk i myśli
I tych wspomnień zaczyna
mi brakować
Brakuje mi szumu topoli
chciałbym słyszeć bzyczenie
świerszcza bzykacza
odbijające się od ścian czterech
przez które zbieram krople
rosy w me ręce
Na głowę, nogi i ręce
zbieram rosę
Brakuje mi tego, czego tobie
człowiecze dumny brakować
winno:
serca głosu własnego
wołającego mnie daremnie
wróć do mnie
nie odchodź
brakuje mi Ciebie
Brakuje mi tchu w piersi
tego co rodzi się po porażce
skrytego w głębinach moich
wnętrzności
gdzie tylko Wielki lub
upadły anioł mają dostęp
Brakuje mi zapachu kawy filiżanki
wypijanej po to by rzucić się w wir
dnia a potem:
potem zabijamy sekundy, minuty,
godziny i chwile w niepamięć
wieczną
i tak aż do nocy a potem:
potem zanurzamy się w sen
brakuje mi tego
Brakuje mi was
was co nigdy nie mogłem
odgadnąć który prawdziwy jest
A było was dużo
jak kukły wełniane
wypełnialiście ziemię
Oj dużo was było
Brakuje mi czaru tych dni
w których znaliśmy się tak
jakbyśmy byli dla siebie
stworzeni
A przeklęte to były dni
lecz ja o tym nie wiedziałem
jak zwiedziony mędrzec
tobie zaufałem
I teraz gdy jest już po wszystkim
czasami myślę, że brakuje mi
(a chciałbym się mylić)
tych dni przeklętych
Brakuje mi tańca wokół
świata własnych fantazji
wypełnionego złotym
nieboskłonem gdzie uciekałem
od tego co mnie otacza
choć nie wiem po co
bo to i tak nic nie zmienia
Brakuje mi Twojej
obecności zasłanej
bukietami konwalii
Twych pytań co
otwierały we mnie to
co było dotychczas
zamknięte.
Spojrzenia co jak lód
i najgorętsze ciepło
tryskało z Twych oczu.
Z wiadomych mi przyczyn
brakuje mi ... Ciebie.
Brakuje mi myśli
by wyrazić dalsze
pragnienia i ubytki
w życiu moim
a może też i u innych ...
Łapmy więc braki
zapełniając nimi
szare dziury życia
naszego tak by
nie zgasła iskierka
sensu ...
... w egzystencji naszej.
Poemat ten został opublikowany na łamach kwartalnika "Scriptores Scholarum" Pluralizmów kontynuacje i polemiki, nr 1 (14) Lublin 1997 r.
Brakuje mi słońca co razi
piasku pod stopami twymi
co nigdy nie mogłem zliczyć
tak dużo było tych ziaren
Brakuje mi tego
choć nie wiem jak na długo
Brakuje mi tego czego inni
nie mają
tęcz kolorowych
śmieci zatroskanych
miotanych bezlitośnie
przez wiatr po ulicach.
Świateł latarni
i jeszcze czegoś ...
lecz trudno mi to określić
Brakuje mi tego czego
niegdyś mi nie brakowało
miłości do Boga i bliźniego
brakuje mi jej bardzo
bardzo mi jej brakuje
dlatego chcę ją odszukać
bo wciąż mi brakuje jej
Brakuje mi tchnienia
gór nieboskłonów
skrzydła ptaka lotek czarnych
z których zbudować skrzydła
bym chciał
Brakuje mi lotu pod i nad
słońcem
A chciałbym
Brakuje mi kartek pocztowych
co kiedyś od przyjaciół
w skrzynce były
i jeszcze wędrówek dalekich
wolnych od trosk i myśli
I tych wspomnień zaczyna
mi brakować
Brakuje mi szumu topoli
chciałbym słyszeć bzyczenie
świerszcza bzykacza
odbijające się od ścian czterech
przez które zbieram krople
rosy w me ręce
Na głowę, nogi i ręce
zbieram rosę
Brakuje mi tego, czego tobie
człowiecze dumny brakować
winno:
serca głosu własnego
wołającego mnie daremnie
wróć do mnie
nie odchodź
brakuje mi Ciebie
Brakuje mi tchu w piersi
tego co rodzi się po porażce
skrytego w głębinach moich
wnętrzności
gdzie tylko Wielki lub
upadły anioł mają dostęp
Brakuje mi zapachu kawy filiżanki
wypijanej po to by rzucić się w wir
dnia a potem:
potem zabijamy sekundy, minuty,
godziny i chwile w niepamięć
wieczną
i tak aż do nocy a potem:
potem zanurzamy się w sen
brakuje mi tego
Brakuje mi was
was co nigdy nie mogłem
odgadnąć który prawdziwy jest
A było was dużo
jak kukły wełniane
wypełnialiście ziemię
Oj dużo was było
Brakuje mi czaru tych dni
w których znaliśmy się tak
jakbyśmy byli dla siebie
stworzeni
A przeklęte to były dni
lecz ja o tym nie wiedziałem
jak zwiedziony mędrzec
tobie zaufałem
I teraz gdy jest już po wszystkim
czasami myślę, że brakuje mi
(a chciałbym się mylić)
tych dni przeklętych
Brakuje mi tańca wokół
świata własnych fantazji
wypełnionego złotym
nieboskłonem gdzie uciekałem
od tego co mnie otacza
choć nie wiem po co
bo to i tak nic nie zmienia
Brakuje mi Twojej
obecności zasłanej
bukietami konwalii
Twych pytań co
otwierały we mnie to
co było dotychczas
zamknięte.
Spojrzenia co jak lód
i najgorętsze ciepło
tryskało z Twych oczu.
Z wiadomych mi przyczyn
brakuje mi ... Ciebie.
Brakuje mi myśli
by wyrazić dalsze
pragnienia i ubytki
w życiu moim
a może też i u innych ...
Łapmy więc braki
zapełniając nimi
szare dziury życia
naszego tak by
nie zgasła iskierka
sensu ...
... w egzystencji naszej.
1997
Poemat ten został opublikowany na łamach kwartalnika "Scriptores Scholarum" Pluralizmów kontynuacje i polemiki, nr 1 (14) Lublin 1997 r.
niedziela, 7 czerwca 2009
Z pożółkłej karty III
Władcy dnia
Puste ulice.
Odgłosy miasta,
jak kroki w oddali odchodzą.
Ciemność z otchłani pokrywa niebo.
To noc.
Królowa gwiazd i księżyca,
omamia nas senności czarem.
Wysyła siłą do krainy marzeń,
gdzie sen nasz przebity promieniem słońca
daje nam sygnał,
iż oto nadchodzi:
Król barw i obłoków błękitnych.
Puste ulice.
Odgłosy miasta,
jak kroki w oddali odchodzą.
Ciemność z otchłani pokrywa niebo.
To noc.
Królowa gwiazd i księżyca,
omamia nas senności czarem.
Wysyła siłą do krainy marzeń,
gdzie sen nasz przebity promieniem słońca
daje nam sygnał,
iż oto nadchodzi:
Król barw i obłoków błękitnych.
Twórca zgiełku ludzkiego.
Lublin 1996
czwartek, 28 maja 2009
Z pożółkłej karty II
Pętla czasu
poniedziałek
wtorek
środa
czwartek
piątek
sobota
niedziela ...
I tak
przez całe życie
poniedziałek
wtorek
środa
czwartek
piątek
sobota
niedziela ...
I tak
przez całe życie
Lublin 1997
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Z pożółkłej karty
Krajobrazy
drzewa, pola, lasy, łąki
krajobrazy, złote pąki
chmury, wiatry, deszcz jesienny
światło w ciszy, czar wiosenny
mgła, grad, rosa, szron
żółte liście, siana snop
dym z komina, ptaków śpiew
krajobrazy, świata śmiech
Lublin 1995
krajobrazy, złote pąki
chmury, wiatry, deszcz jesienny
światło w ciszy, czar wiosenny
mgła, grad, rosa, szron
żółte liście, siana snop
dym z komina, ptaków śpiew
krajobrazy, świata śmiech
Lublin 1995
Subskrybuj:
Posty (Atom)