piątek, 31 sierpnia 2012

Banał sierpnia - roku 2012

"Zarząd Pałacu Kultury popełnia przestępstwo, propagując komunizm - zawiadomił prokuraturę warszawski radny PiS. Chodzi mu o posąg mężczyzny, który trzyma księgę z nazwiskiem m.in. Lenina. Zawiadomienie zbiegło się z pogłoską, że pałac może stać się siedzibą Instytutu Pamięci Narodowej.

Posąg młodego mężczyzny w robociarskim stroju, w rozpiętej pod szyją koszuli spogląda na przechodniów z niszy na zewnętrznej elewacji Sali Kongresowej. Robotnik niczym tarczę trzyma na sercu olbrzymią księgę z nazwiskami klasyków na okładce: "Marx, Engels, Lenin". Pod Leninem jest sporo wolnego miejsca - wytężywszy wzrok, można dostrzec cień startego po 1956 r. czwartego nazwiska - Stalin.

- Są to twórcy teoretycznych podstaw oraz ludobójczy zbrodniarz ideologii komunistycznej. Nie ulega wątpliwości, że fakt prezentowania i udostępniania na widoku publicznym wyżej opisanej rzeźby przez Zarząd Pałacu Kultury i Nauki wyczerpuje znamiona opisanego czynu zabronionego w Kodeksie karnym - dowodzi warszawski radny PiS Maciej Maciejowski w doniesieniu złożonym w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ."



Ps: Taaa. Jeszcze bardziej wytężywszy wzrok i najlepiej oskarżmy od razu całą Heglowską lewicę !!!

wtorek, 28 sierpnia 2012

"Przywiędłe wargi w skupieniu szeptały słowa modlitwy. Od czasu do czasu pełne łez oczy wznosiły się w górę i napotykały wzrok Tego, który wziął na siebie cierpienia ludzi, aby odkupić ich winy. Przez otwarte drzwi kaplicy widać było drzemiące w przedwieczornej ciszy Bieszczady: na zachodzie grzbiety Otrytu i Toustej, na wschodzie Ostrego."

Jan Gerhard "Łuny w Bieszczadach", s.344


Nie wnikam w historyczne zawiłości przedstawione w tej książce, bo wiem, że jak trudny do zmiany jest charakter człowieka, tak i obrane stanowisko wobec tego co było, zakorzenione głęboko w ludzkiej psychice również zmianie nie ulegnie. Zawsze była i będzie strona prawa i strona lewa.
Abstrahując jednak od tego oraz tragicznej tematyki lektury, przywołuję ów fragment, bo jak nic urzekł mnie on swoim majestatem obojętności wobec paradoksu ludzkich przekonań wolnościowo - politycznych...

niedziela, 26 sierpnia 2012

Tam, gdzie nie sięga mój cień...

Nie Brooklynski most

Rozdzierający jak tygrysa pazur

Antylopy plecy jest smutek człowieczy
Nie brooklynski most
Ale przemienić w jasny nowy dzień
Najsmutniejszą noc
To jest dopiero coś

Przerażający jak ozdoba świata

Co w malignie bredzi jest obłęd człowieczy
Nie brooklynski most
Lecz na druga stronę głową przebić się
Przez obłędu los
To jest dopiero coś

Będziemy smucić się starannie

Będziemy szaleć nienagannie
Będziemy naprzód niesłychanie
Ku polanie

Edward Stachura


Żadne listy, rozmowy telefoniczne, komunikatory cyfrowe, komputery, fale radiowe nie są w stanie zastąpić mi żywej rozmowy z ojcem, namacalnego dotyku dłoni matki. Podmienić atmosfery emocjonalnego kontaktu z najbliższymi.
Siedzę uschnięty na łóżku wpatrując się martwo w okno, wchłaniając do znudzenia znany mi pejzaż. Leżę martwo pod ławką w parku wyłuskując wzrokiem jakże odległe mi niebo. Grzebię się żywcem pod torami kolejki wąskotorowej przecinającej Białowieskie lasy. Wiję się jak wąż oplatając Trzy kazimierskie krzyże. Upadam nieprzytomnie pod dzwonnicą na Czwartkowym wzgórzu. Wszystko jest pozbawione treści, rozmyte w łkaniu do niezdefiniowanego. Pozostaje tylko przeszłość jako żywy obraz mojej zanikającej z wolna tam obecności oraz przyszłość jako odległa mordęga, nieposiadająca żadnego konkretnego kształtu i treści. Teraźniejszość ze swoim balastem nie znaczy nic. Jest tylko znikającym momentem drażniącym serce, rozsadzającym umysł, rodzącym niepokój i tęsknotę. Analiza liczby 431 rozłożona na dni, tygodnie, miesiące, ponad rok, godziny, minuty, sekundy, setne sekundy, setne setnych sekund wydaje się być nieskończona. Wydaje się być jak mroczna wieczność wciskająca mnie dobrowolnie w ramy dokonywanych wyborów, podejmowanych decyzji, absurdalnej zabawy w życie.
Chcę do domu ...

czwartek, 23 sierpnia 2012

Ukołysanie


Czasami wystarczy godzina, jeden spacer, nieplanowana wycieczka donikąd, by odzyskać wewnętrzną równowagę. Doznać ukojenia własnych myśli. Przywołać na nowo utraconą dniem codziennym witalność. Po prostu oddać się pod władanie absolutnego zapomnienia. To jest dopiero coś...

Ps: Odnoszę podświadome wrażenie, że zaczynam już powoli przywoływać jesień.

środa, 22 sierpnia 2012

Widok

ten fragment nieba
widoczny przez okno
mojego pokoju
należy do mnie
i moich demonów
nie ten wieczysty
zewnętrzny
opatrzony aurą
doniosłości
sfastrygowany
z każdej strony
puklerzem chmur puszystych
lecz ten wewnętrzny
określony geometrią
starych framug
uwieczniony matrycą
zakurzonej szyby
będącej drzwiami do świata
po przebudzeniu

Londyn 20.08.2012

wtorek, 21 sierpnia 2012

***

nie ma Cię trzeci dzień
a ja już do ciszy wołam
w pustej przestrzeni pokoju
uciskającego skronie
uliczna latarnia łagodnie
rzuca strumień światła
na idealnie zasłane łóżko
które ogarniam wzrokiem
z dystansu jednego metra
co jakiś czas wdziera się
do wewnątrz głuszy
delikatny okruch życia
w postaci wiatru
trącającego zasłony okien
odchodząc pozostawia mnie
samego wpatrzonego
w idealnie zaścielone łóżko

Unkerich by Bohren & der Club of Gore on Grooveshark