Biało-czerwone barwy
rozeszły się jakoś po kościach
wewnętrznej niezgody.
Czasami mnie łamie
jak oglądam telewizję
i echa radio słucham.
Trochę w krzyżu,
wiem, to takie niewłaściwe miejsce.
Już wolę ból karku,
wtedy unikam niezrozumiałych spojrzeń.
Kochanowski łypie na mnie ukosem
z wizerunku wyrytego w kamieniu,
gołębi stolec przysłonił mu lewe oko.
Na przeciw teatr Osterwy
pustkami straszy.
Dzień jak każdy inny,
wielość twarzy przemierza
spękane płyty chodników.
Nie usłyszysz z nich muzyki
oprócz stukotu setek butów.
Wbity w ławkę
z zawieszonym wzrokiem,
goły łokieć przez przetarty sweter
o kosz na śmieci opieram.
Jeszcze jeden łyk
przetrawionego powietrza
w ustach posmak wczorajszego wina.
Tak łatwo zapomnieć,
choć Ja tutaj zapadły
obojętnością ogarnięty
ale tutejszy.
wewnętrznej niezgody.
Czasami mnie łamie
jak oglądam telewizję
i echa radio słucham.
Trochę w krzyżu,
wiem, to takie niewłaściwe miejsce.
Już wolę ból karku,
wtedy unikam niezrozumiałych spojrzeń.
Kochanowski łypie na mnie ukosem
z wizerunku wyrytego w kamieniu,
gołębi stolec przysłonił mu lewe oko.
Na przeciw teatr Osterwy
pustkami straszy.
Dzień jak każdy inny,
wielość twarzy przemierza
spękane płyty chodników.
Nie usłyszysz z nich muzyki
oprócz stukotu setek butów.
Wbity w ławkę
z zawieszonym wzrokiem,
goły łokieć przez przetarty sweter
o kosz na śmieci opieram.
Jeszcze jeden łyk
przetrawionego powietrza
w ustach posmak wczorajszego wina.
Tak łatwo zapomnieć,
choć Ja tutaj zapadły
obojętnością ogarnięty
ale tutejszy.
Lublin 02.05.11
(Plac Kochanowskiego)
dedykuję pani prof. Jadwidze Mizińskiej
(Plac Kochanowskiego)
dedykuję pani prof. Jadwidze Mizińskiej