czwartek, 11 lutego 2010

Spokój




spacer po lesie
ulotna chwila ciszy
od zgiełku miasta

wtorek, 9 lutego 2010

Powroty w obrazach chwil przeszłych

Znowu nastąpił dzień, w którym intensywność przeżytych wspomnień jest tak wyraźna, jakby zdarzenia których doświadczyłem, wydarzyły się wczoraj. Jest to chwila dość przygnębiająca, gdyż nie ma odbicia w realnej teraźniejszości, pozostając jedynie w swojej obrazowej formie, gdzieś w chaotycznych zakamarkach mojego umysłu.
Chwytając okazję w oderwaniu od rzeczywistości, na powrót rozpoczynam swoje przeszłe wędrowanie:

- jako młodzieńczy brzdąc, włóczący się z plecakiem po bujnych lasach i magicznych pustkowiach razem ze swoją niezastąpioną drużyną harcerską "Grąd".

- jako miłośnik matczynego pichcenia, wchłaniający w siebie aromaty i przysmaki w najróżniejszych postaciach, w tak dobrze mi znanej rodzinnej kuchni. Na ósmym piętrze bloku, przypominającego pudełko zapałek z widokiem na zachód, gdzie podczas kolacji słońce kłaniało ci się przed snem.

- jako znikomy poeta, przepłukujący swoje wiersze pitnym miodem, podczas szaleńczo-metafizycznych wieczorków poetyckich.

- jako niczym nieskrępowany student filozofii, przecierający co roku wczesną jesienią, znane jak własną kieszeń szlaki Kazimierza Dolnego, z butelką taniego wina w ręku. Szukający w atmosferze ciszy i spokoju Góry Trzech Krzyży, refleksji nad przemijaniem i nieosiągalnej istoty życia.

- jako najszczęśliwszy wybraniec, przemierzający ze swoją ukochaną (aktualnie małżonką) kilometry romantycznych spacerów, popijając "szarlotkę" w skali zagęszczenia 65% na 35% soku jabłkowego wymieszanego od razu w kartonie.

- jako naiwny idealista zafascynowany utopijnymi wizjami naprawy świata, wierzący że walcząc z wiatrakami można coś zdziałać.

- jako doznająca jednostka, która w swoim czasie również ulegnie potędze przemijalności.

- jako...

sobota, 6 lutego 2010

czwartek, 4 lutego 2010

Na nowo... po raz kolejny

Człowiek za oknem
uchwycony dolnej części parapetu
zwisa nad otchłanią
nad samym sobą
Z tej perspektywy
świat widziany jest w innym ujęciu
Nie potrzeba obliczeń
by poczuć grunt pod ciężarem ciała
Wokół jeszcze czuć przegniły aromat
dawnych znajomości
skostniałych relacji
wymuszanych wdzięków
Człowiek za oknem
uchwycony klamki
przekręca ją w prawo
zamykając kolejny rozdział
Niosąc pod pachą parapet
przechodzi do drugiego pomieszczenia

środa, 3 lutego 2010

Zawirowania procesów wtórnych

To wszystko jest jakąś iluzją, niesprecyzowanym pędem realizacji nieosiągalnego. Cała ta konstrukcja, wbudowana w naszą zdolność porozumiewania się z otoczeniem za pomocą najbardziej wyszukanych metod. Ślepe załączniki doznawanych ładunków emocjonalnych, potęgują w nas jeszcze bardziej tą chęć podążania za abstrakcyjnym światem marzeń. Sam fakt doskonałej struktury umysłu. Możliwość odczytywania własnych myśli bez potrzeby ich wypowiadania, kreowanie dowolnych obrazów i nadawanie im kolorów wedle własnej woli i uznania. Tworzenie pojęć czystych w swojej idealności, często przerastających swoją doskonałością i precyzją samych twórców. Z czego niewątpliwie szczyciłby się Kartezjusz, aż po dziś dzień. Nieustępujące łaknienie przerzucania krain łagodności z jednej ręki do drugiej. Przyrost chęci i perfekcyjnych założeń nad możliwością ich rzetelnego wykonania i osiągnięcia zamierzonych rezultatów, w stopniu choćby minimalnym. Ładunek koncepcji często trudny do podniesienia... .
Miotam się wokół tego wszystkiego jak bezpański pies w deszczu, jak naiwny kowal losu, któremu podstępem zostało skradzione kowadło.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Nawrót

Wyobrażenie 'nieistnienia' pokrzepia mnie czasami, podczas monotonnego klepania istoty bytu na tej ziemi. W chwilach mojej egzystencjalnej rozpaczy, zamykam oczy i przywodząc na myśl niektóre z filozoficznych koncepcji George'a Barkeleya, wedle których istnieje tylko to, co w danej chwili postrzegam (esse = percipi, czyli Być = być postrzeganym) - znikam... dla siebie samego i całej tej obłąkańczej rzeczywistości.