środa, 9 lutego 2011

Wyblakłość

ruchome ulice
martwa inspiracja
nadaje życia tłu

poniedziałek, 7 lutego 2011

Nasza ch(w)ała

Dni człowieka są jak trawa:
Tak kwitnie jak kwiat polny.
Gdy wiatr nań powieje, już go nie ma
I już go nie ujrzy miejsce jego.

Psalm 103



I to by było na tyle jeżeli chodzi o odwieczne szukanie własnej chwały na przestrzeni zmieniających się stuleci. Czas mocarstw, przepychu, fleszy, reflektorów, przegniłych czerwonych dywanów, kultywowania skrytych zboczeń i pożądliwości, zabiegów upiększających blaknie coraz bardziej wraz z nastaniem kolejnego poranka.
I tylko idiota jest na tyle głupi by pomyśleć, iż jest w stanie oszukać śmierć i zachować niezmienny wigor ciała. Niestety nie da się jednak wstrzyknąć botoksu do mózgu.

niedziela, 6 lutego 2011

Z innej beki

Jeżeli miałbym już wybierać ciężkie brzmienie z zakresu bardziej komercyjnej strony drugiego oblicza krainy łagodności, to bez wątpienia skierowałbym swoje uszy na trzy płyty:


  • Pantera - Vulgar Display Of Power
  • Tool - Latelarus
  • Opeth - Deliverance

Oddając namiastkę jednego z wielu dźwięków, udaję się w chwilowe zapomnienie i odosobnienie. Powrócę gdy przyjdzie mi na to ochota. Nawet długo utrzymujące się mgły muszą kiedyś dać za wygraną i poddać się procesowi powolnego opadania. Dzięki temu widzenie staje się nieco bardziej wyraźniejsze i szersze w swoim odbiorze. A rosa na kończynach substancji posiadających tchnienie życia jawi się zazwyczaj jako zwiastun dobrej pogody.

sobota, 5 lutego 2011

Wzrok

ileż to już lat
ciągle ten sam widok
przed zmęczonymi oczami

piątek, 4 lutego 2011

Migotania

odcienie szarości
są jak któreś tam
z kolei wołania serca
pochłonięte bezpowrotnie
akustyką martwego echa

łzy wrzynające się w policzki
przez gwałtowne podmuchy wiatru
zeschłe gałęzie trzaskające z pokorą
pod naporem stawianych kroków

wszystko to jest jak sen człowieka
o doskonałej podróży pegazem
zmuszonym do lotu z podciętym skrzydłem
ponad dolinami ludzkiego utrapienia

środa, 2 lutego 2011

Dziura w sercu

Utwierdzić się w absolutnym przekonaniu, że "coś" znaczysz. Trudny orzech do zgryzienia. Niejednemu posypały się przezeń zęby. Jego nieudolna obróbka zajmuje zazwyczaj całe życie. A i tam nawet, gdzie nastaje kres, na łożu dogorywania pogłębiony w ostatecznej malignie mózg szprycuje na wpół już dyszące, otoczone zwiotczałym i bezsilnym ciałem serce pytaniami bez odpowiedzi. Niedosyt niepewności, aż po zgon.