odcienie szarości
są jak któreś tam
z kolei wołania serca
pochłonięte bezpowrotnie
akustyką martwego echa
łzy wrzynające się w policzki
przez gwałtowne podmuchy wiatru
zeschłe gałęzie trzaskające z pokorą
pod naporem stawianych kroków
wszystko to jest jak sen człowieka
o doskonałej podróży pegazem
zmuszonym do lotu z podciętym skrzydłem
ponad dolinami ludzkiego utrapienia