czwartek, 2 marca 2023

Puszczański Smok

 

Myślę, że las póki trwa trzyma w swojej pamięci wszystko to o czym my zwykli śmiertelnicy już dawno zapomnieliśmy...

niedziela, 19 lutego 2023

środa, 4 stycznia 2023

Mentalna stagnacja

Wedle niegdyś zasłyszanej sentencji "każdy dzień odbiera nam odrobinę naszego życia" umieram już 45 rok co w przeliczeniu na dni daje mi sumę 16425 chwil egzystencji. Plus te kilka dni lutego.
Jednak po ostatnim wywiadzie z panem Bogusławem Grabowskim, który ukazał się na łamach gazety wyborczej zadaję sobie pytanie czy aby na pewno żyję mimo powolnego procesu umierania?
Otóż pan Grabowski przytoczył bardzo ciekawą myśl:


"Kolejne przeżycie, wyjazd, przygoda nie budzą w nas tylu wrażeń, ile pierwsze. I to na tym polega umieranie, a nie na tym, że przestaje bić serce i wyłącza się mózg. Umiera się wraz z tym, jak coraz mniej nas cieszy."


Nie wiem czy popadam w marazm, rutynę czy bliżej nieokreśloną transcendentalną obojętność. Jednego jestem pewien. Coraz mniej mnie wszystko cieszy i interesuje. To co niegdyś stanowiło dla mnie pole walki, wyzwań, pasji i nowych dążeń, dziś jest już tylko kurzem zalegającym na moich przeszłych przeżyciach i doznaniach. I mimo kolejnego roku nie dostrzegam pozytywnych aspektów, które nakierowałyby mnie na osiągnięcie mentalnej zmiany.


A dni upływają...

piątek, 18 listopada 2022

I nastąpił koniec...


 ... pewnego odcinka czasu, który od zawsze był i jest mi bliski. Teraz dominuje już aura mżawki i śniegu z deszczem. Błota i chlupiących butów. Książek Ciorana i powieści Bukowskiego.

Nie dzierżę tego okresu ale muszę sobie teraz z nim radzić, aż do połowy lutego. Wtedy to znowu będę z wolna odżywał do czasu rozkwitu budzącego się świata. Tak, by potem jak ten wąż połykający swój własny ogon zgodnie z cyklem pór roku na powrót pogrążyć się w egzystencjalnym marazmie...

I tak w kółko.

poniedziałek, 31 października 2022

***

minął październik
liście gniją w trawie
świat pokrywa mgła 

środa, 26 października 2022

Spacer po Lublinie - pretensjonalny

 טיול בלובלין

 

W żyłach
to już krwi brakuje
Jest tylko powiew
jesiennego wiatru
Aorta wypełniona
pożółkłymi liśćmi
Kości przypominają
aleje porzuconych kasztanów
Stopy jak kostki
zapomnianych kocich łbów
ciążą z każdym przebytym metrem
Rozwidlenia dróg
chodników i ścieżek
jawią się
jak macewa głęboko
w ziemię wdeptana
Przykryta śmieciem
kapslami po piwie
i dziesiątkami dopalonych papierosów
Których ilość nie przywróci
tchnienia tym
co szli w pył do nieba
Za życia które nigdy
już nie powróci
I nie doda
blasku teraźniejszości
Wycieczki roześmianych dzieci
pod okiem przewodnika
puszczają mimo uszu
apel historii przez megafon płynący
Ekran telefonu
przysłania płyty wyryte
na elewacjach ocalałych kamienic
Zapis tego co było
i jest tylko symbolem przeszłości
miesza się z gwarem
rozmów przy winie i eko sałatce

Majdanek,
Bełżec,
Sobibór,
Treblinka...

No cóż...?

W każdym z tych miejsc
można zjeść ciastko
i napić się kawy

I nikt nam tego
już nie zabroni ...

 

12.X.22