" I ciemność przyszła do mnie, przygarnęła mnie, ukryła i ostatnią, gasnącą iskrą mojego "Ja" poczułem wielką ulgę i radość, że nareszcie zaznam spokoju, spokoju w niebyciu."
Szczepan Twardoch "Wieczny Grunwald"
bo kiedy serce krwawi
a dusza odwraca się
do Nas plecami
na nic się zdadzą
pejzaże wiosny
jesieni
lata i zimy
nawet śpiew ptaków
i powiew wiatru
nie rozwieje chmur złowrogich
nie przywróci życiu blasku
tylko smutek przejmujący
wypełnia krwioobieg cały
na pożółkłej ścianie
wiszący zegar odlicza obojętnie
sekundy życia
które nic już nie znaczy
Myślę, że las póki trwa trzyma w swojej pamięci wszystko to o czym my zwykli śmiertelnicy już dawno zapomnieliśmy...
Wedle niegdyś zasłyszanej sentencji "każdy dzień odbiera nam odrobinę naszego życia" umieram już 45 rok co w przeliczeniu na dni daje mi sumę 16425 chwil egzystencji. Plus te kilka dni lutego.
Jednak po ostatnim wywiadzie z panem Bogusławem Grabowskim, który ukazał się na łamach gazety wyborczej zadaję sobie pytanie czy aby na pewno żyję mimo powolnego procesu umierania?
Otóż pan Grabowski przytoczył bardzo ciekawą myśl:
"Kolejne przeżycie, wyjazd, przygoda nie budzą w nas tylu wrażeń, ile pierwsze. I to na tym polega umieranie, a nie na tym, że przestaje bić serce i wyłącza się mózg. Umiera się wraz z tym, jak coraz mniej nas cieszy."
Nie wiem czy popadam w marazm, rutynę czy bliżej nieokreśloną transcendentalną obojętność. Jednego jestem pewien. Coraz mniej mnie wszystko cieszy i interesuje. To co niegdyś stanowiło dla mnie pole walki, wyzwań, pasji i nowych dążeń, dziś jest już tylko kurzem zalegającym na moich przeszłych przeżyciach i doznaniach. I mimo kolejnego roku nie dostrzegam pozytywnych aspektów, które nakierowałyby mnie na osiągnięcie mentalnej zmiany.
A dni upływają...
Nie dzierżę tego okresu ale muszę sobie teraz z nim radzić, aż do połowy lutego. Wtedy to znowu będę z wolna odżywał do czasu rozkwitu budzącego się świata. Tak, by potem jak ten wąż połykający swój własny ogon zgodnie z cyklem pór roku na powrót pogrążyć się w egzystencjalnym marazmie...
I tak w kółko.