poniedziałek, 9 marca 2009

Moja wizja cynamonu w klepsydrze

Obcując z twórczością Brunona Schulza, to tak jakby wspinać się po wyżynach niewysłowionego w swoim zagadkowym bogactwie absurdu. Odkrywając przy tym kolejne etapy z pogranicza istnienia i snucia mniemań nadawać mu z wolna ontologiczny porządek, nie z rzadka pozbawiony zabarwienia metafizycznego. Tak by na samym końcu naszej podróży, stwierdzić ze zdumieniem, iż cała gama bytów zarówno ożywionych jak i martwych ma stricte wymiar epistemologiczny. I nie składa się bodaj z całości (tak jak na co dzień postrzegamy rzeczy i zjawiska), lecz z ogromu najrozmaitszych elementów, które rozpatrywane i analizowane z osobna, tworzą zupełnie inny wymiar przeżywania tego, co określamy mianem już oklepanego w sensie aksjologicznym.

Tragigroteskowa wręcz śmierć tego wybitnego pisarza, grafika, krytyka literackiego, spowodowana chęcią pustego rewanżu i ślepej zazdrości przez zprostaczałego nazistowskiego bydlaka, wydrążyła z całą pewnością czarną dziurę w historii dwudziestowiecznej literatury polskiej. Jaką dawkę artystycznej tajemniczości moglibyśmy zyskać, gdyby nie ten feralny czwartkowy incydent. A przecież wyszedł kupić tylko chleb.

piątek, 6 marca 2009

Czy aby na pewno upadek?

Pierwszego upadku
niebiosa nigdy nie wezmą Ci za złe
Ścierając pot z czoła
niczym uderzenie młotem
torujesz sobie drogę
wolną od dalszych przewinień
Za drugim razem
pomruk niezadowolenia
niczym grzmot pioruna
rozniesie się po błękicie całym
Sen z powiek Ci zdziera
niemoc pogodzenia własnej
niedoskonałości z perfekcyjną
wizją zbawcy
Ciągła walka czasu z opamiętaniem
własnych przekonań z ksiąg obietnicami
wrzuca cię w labirynt bez wyjścia
Trzeci raz
obróci Cię w pył chaosu
ludzkich interpretacji
o dziejach z zakresu historii naszego losu

środa, 4 marca 2009

W moim Parku

W moim Parku
nie usłyszysz głosów
roześmianych ludzi
W moim Parku
zastygłe twarze posągów
są zawsze skierowane
na północ
Tu kwiaty nie puszczają
pąków zbyt często
a trawa przez większość roku
ma odcień zgniłej zieleni
Przy szarym niebie
w kroplach deszczu
wsiąkających w ziemię
wytarte ścieżki zachowują
tajemnice zapomnianych
kroków
W moim Parku
królują barwy wiecznej jesieni
gdzie żółć liści wyschniętych
wypala we mnie potrzebę
wspomnień
a zmurszała ławka
odciska na sobie
piętno mojej obecności

środa, 25 lutego 2009

A może tak dołączyć do wilczego stada?

Niekompetencja i dbanie o własne dupsko to dwie rzeczy, które niezmiennie cechują ludzką naturę. I nie łudźmy się, że nie dotyczy to osób nam bliskich, przyjaciół lub "sprawdzonych" znajomych na "dobre i złe".(Czasami bowiem zupełnie obca tobie osoba jest w stanie bezpretensjonalnie zaoferować ci coś, nie oczekując niczego w zamian i nie szukając w tym własnego interesu.) O nie! Ci właściwie są wiecznie zachłanni pożarcia całej dłoni w podzięce za zaoferowany palec, jaki użyczyłeś im w swojej niewinnej naiwności. Myśląc przy okazji, że wyświadczone poświęcenie jak najbardziej im się należy. Jeżeli natomiast tylko wspomnisz małe "ale", (będące wynikiem spostrzeżenia, że coś jest nie tak, bo twoja ręka staje się coraz bardziej pochłaniana) wybuchają zaraz wielką pretensją i stumilowym dąsem - Jak To!!! Ano srakto - chciałoby się rzec, lecz głupie serce nie ma odwagi się przeciwstawić, szukając wiecznie możliwości ugody. Co tylko sprzyja późniejszej konsumpcji twojej dłoni. Może już najwyższy czas postawić na swoim (zanim zostaniesz całkowicie pożarty przez fałszywe przytakiwania, czerstwe uśmiechy, złudne obietnice i puste zobowiązania) i przyjąć za życiową dewizę egoistyczne przesłanie filozofa Maxa Stirnera: "Należy być egoistą, czyli niczemu wartości nie przydawać, lecz szukać jej tylko w sobie samym".

niedziela, 22 lutego 2009

Lapida 20

Ubytki populacji są nagminnie wypełniane przez masywność nieustannych narodzin. Dopóki równowaga zostaje niezachwiana na większą skalę, cieszymy się życiem w obliczu wiecznie czyhającej śmierci. Ten proces toczy się tak już od zarania dziejów, tworząc historię powolnej obojętności i ogólnej znieczulicy. Do czasu, gdy wspomniana równowaga zdecyduje się na kaprys zachwiania nami osobiście lub bliskimi nam osobami. Wtedy rodzący się strach, lęk, obawa i refleksja przybiera zupełnie inną postać niż te, które towarzyszą nam podczas codziennego doświadczania istoty narodzin i śmierci z czytanych książek i gazet lub oglądanych filmów bądź wiadomości.